Magda M. blog: Jestem czarownicą, czyli jak i dlaczego znalazłam się w szpitalu

22 września 2014

Jestem czarownicą, czyli jak i dlaczego znalazłam się w szpitalu


Hej!

Po kilkudniowej nieobecności witam się z otoczenia dość nietypowego dla pisania postów - szpitala. JESTEM CZAROWNICĄ. Potrafię przepowiadać przyszłość, często miewam tzw. przeczucia, które mnie nie mylą. Ostatnio jednak przesadziłam. Wszystko co powiem, kolokwialnie, albo dla niektórych nawet, brzydko mówiąc, zamienia się w GÓWNO. Dlaczego?

Moja ciąża generalnie przebiegała bez problemów. Byłam aktywna, sprzątałam, gotowałam, planowałam i radośnie przygotowywałam się do roli mamy. Ostatnio nawet wszystkim chwaliłam się, jak świetnie znoszę ciążę, że robię wszystko to, co wcześniej - ćwiczę, zajmuję się domem, wręcz mogłabym biegać z mopem codziennie, tak świetnie się czuję. Ekhm..... czułam.


Do zeszłego czwartku. Do drugiego śniadania. Wcześniej, oczywiście, czułam się wyśmienicie, posprzątałam w domu, planowałam, co zrobić na obiad i cieszyłam się na piątkowe spotkanie z przyjaciółmi, A tu dupa. Zamuliło mnie nagle i niespodziewanie. Po krótkim okresie dyskomfortu w żołądku zaczęłam rzygać dalej niż widzę i wiedziałam już, że ten dzień nie będzie kolorowy.

Czekałam, aż Szefuńcio wróci z pracy i mi pomoże, zrobi jakąś magiczną miksturę, która mnie uzdrowi, jego rola umniejszyła się jednak do podania mi miski, kiedy nie byłam już w stanie zdążyć do łazienki,

Spakowaliśmy torbę i ruszyliśmy do szpitala. Zrobili mi niezbędne badania i przyjęli na oddział. Niewiele pamiętam z tego wieczoru, wiem tylko, że wszystko było mi obojętne i chciałam tylko poczuć się lepiej.

W piątek odmówiłam przyjęcia pokarmów wszelkich, zadowoliłam się kroplówką. Było trochę lepiej. Jednak ktg wyszło niepokojąco, mała miała za wysokie tętno, tak samo jak ja zresztą. CRP podwyższone, nie wiadomo skąd, znaczy, jest infekcja. Gdzie? Nie wiadomo. Kiedy będzie wiadomo? Nie wiadomo.

W sobotę było już znacznie lepiej, ale CRP jeszcze wyższe. Skąd? Nie wiadomo... itd... w niedzielę to samo,

Dzisiaj hit - rano znowu ktg do dupy, więc wzywają mnie i kilka kobitek z oddziału na USG. Czekamy 2,5 godziny, Obsłużono wszystkie. Oprócz kogo? Ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości? ;)

Ani słowa wyjaśnień, ani słowa wytłumaczenia co ze mną jest, dlaczego dziecko mi szaleje, dlaczego mam skurcze i co mają zamiar z tym zrobić.



Nie mogę nie skomentować tego zdjęcia. Po raz pierwszy w życiu nie cieszyłam się, że na obiad makaron. Ludzie lepiej karmią swoje psy! Czekam, aż Szefuńcio przywiezie kolację ze Sphinxa ;)


5 doba w szpitalu, bez żadnych prognoz kiedy wyjdę, i już nie wiem czy się rozpłakać czy machnąć na to ręką. Przyszłam z zatruciem, siedzę nie wiadomo z czym. Z wyjściem do domu wyprzedziła mnie już kobieta świeżo po cesarce i babka w ciąży bliźniaczej z 1,5 cm szyjką macicy. Współlokatorka właśnie się pakuje - na porodówkę. Wlali we mnie 6 l elektrolitów, nakarmili milionem tabletek i tak przychodzą... na obchód na 2 minuty, i co 2 godziny sprawdzić tętno dziecka. Padam na twarz. Od wenflonu nie mogę nic normalnie zrobić, ręka boli i drętwieje, brzuch się napina. Nie chce mi się już ani jeść, ani spać, niech to tylko już się skończy! Nigdy tak nie tęskniłam za domem! A jak ktoś mi jeszcze powie, że trzeba optymistycznie patrzeć na świat, odpowiem mu zdecydowanie:

11 komentarzy:

  1. To ja troszkę mniej zdecydowanie... always look on the bright side of life...BTW zadaj pytanie na obchodzie "Czy zarówno grono wróżbytow juz wie co Ci dolega czy potrzebuje następnych 5dni... bo już nie wiesz czy masz podać adres szpitala jako meldunek. 3maj się

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bright side działa na mnie tak samo ;) Ale spoko, już jesteśmy w domu, nie zamierzam tam wracać za szybko, pojadę urodzę, 3 doby i bye bye.

      Usuń
  2. Oj, szybkiego i zdrowego powrotu do domu! Czytając o przebiegu ciąży do wspomnianego piątku czułam się, jakbym czytała o sobie, w szpitalu zjawiłam się na wywołanie porodu, co się nie udało ;) Ale lepiej, że trzymają nawet na w razie czego, niż gdyby zignorowali. Powodzenia dziewczyny :) Ściskamy!

    OdpowiedzUsuń
  3. oj trzymaj się tam Sweet biedna!! Trzymamy za Was z Olą bardzo mocno kciuki:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiedziałam, że coś jest nie tak, kiedy tak zniknęłaś! Wracaj szybko do zdrowia :* i do domu! Wiem, że czekanie w szpitalu jest wykańczające... szczególnie jak nie mówią co się dzieje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście już jesteśmy w domu :) Następny przystanek szpital - poród ;)

      Usuń
  5. jak mnie wkurza ta służba zdrowia! człowiek wiecznie zdany na siebie,a będąc w ciąży to sorry, ale jest się zależnym od każdego...dobrze, że masz przy sobie swego mężczyznę i,że nie jesteś sama. skoro to crp takie wysokie to może się czymś przytrułaś..tylko dziwne,że aż tyle dni i jeszcze się nie wypłukało..staraj się odpoczywać i nie denerowować, żeby malutka nie odczuwała Twego stresu..p.s. łatwo się mówi, jak się nie jest aktualnie w ciąży i nie leży w szpitalu, gdzie nikt nic nie mówi i sieje niepokój...mam nadzieję, że wkrótce będziecie bezpieczne w domu..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś przeżyłyśmy... A teraz w domu już jest zupełnie w porządku :)

      Usuń
  6. Współczuję tych okropnych przeżyć...jeszcze to okropne jedzenie, na prawdę nie wygląda za dobrze :/

    Pozdrawiam serdecznie Kasia

    OdpowiedzUsuń

TOP