Magda M. blog: Wehikuł czasu: moje dzieciństwo

13 listopada 2014

Wehikuł czasu: moje dzieciństwo

Hej!

Miałam to szczęście, że wychowałam się w cudownych latach 90. Podwórko było wtedy moim drugim domem, chcąc spotkać się z koleżanką po prostu szło się do jej domu i prosiło mamę, żeby ją zawołała, zwykły liść czy owoc był wymarzoną zabawką i nikt nie zastanawiał się nad wartością pieniądza. Co najbardziej zapamiętałam z tego czasu? Jest tego trochę, zobaczcie, może i Wam przypomni się coś z tego magicznego, choć podobno dość trudnego ekonomicznie czasu (na szczęście dzieciaki wcale sobie tym głowy nie zaprzątały :)).

Wychowałam się w małej miejscowości na pojezierzu lubuskim. Podwórko wyglądało mniej więcej tak. Beton wokół, stare, rozpadające się huśtawki i wcale nie wypasiona piaskownica, przy której nikt nie zastanawiał się, czy przypadkiem wcześniej nie załatwił się w niej jakiś piesek ;)


Na podwórku czekało tyle atrakcji! Zaczynając od gry w rzucankę, czyli prymitywnej wersji siatkówki, przez dwa ognie aż do badmintona bez siatki (ale z boiskiem namalowanym piaskiem na trawie, a co!) i gry w gumę (wtedy jeszcze umiałam podskoczyć całkiem wysoko!).


Prawdziwym królestwem była jednak piaskownica! W niej bawiliśmy się w piekarnie, lodziarnie, sklepy, dom... Skłamałam na początku, myśleliśmy wtedy o pieniądzach, zastępowały je jednak świetnie... zwykłe liście :)


Co ciekawe, zabawy w piaskownicy nigdy się nam nie nudziły! Często też próbowaliśmy dokopać się do czego? 


W domu też się nie nudziłam. Najczęściej czas spędzałam przy moim ulubionym prezencie komunijnym, którego nikomu, kto wychował się w tych czasach, nie trzeba przedstawiać:


Miałam kilka swoich ulubionych gier. Na czele stał oczywiście słynny Mario! Po paru dobrych miesiącach gry udało mi się w końcu pokonać smoka i uwolnić księżniczkę :) Lubiłam też grać w Contrę i czołgi. Pamiętam tę złość, gdy ktoś rozwalił mi orzełka! No i kaczki! Do tej pory nie mogę zrozumieć, jak przy poziomie ówczesnej technologii działała ta wciągająca gra :)


Żeby nie było, że tylko przed ekranem ;) Godziny spędzaliśmy również przy klasycznym Eurobiznesie :) Przeważnie przegrywałam. Ale samo granie było przyjemniejsze od wygrywania ;)


Czas spędzany czy to w domu, czy na podwórku, umilały nam smakołyki. Szczególnie zapadły mi w pamięć oczywiście Magic Starsy, lody Bajka i Magia (moje ulubione, w cytrynowej polewie), strzelające cukierki i galaretki w kształcie robaków, które przyklejaliśmy sobie na dłoń i lizaliśmy :D Czekoladowe Flipsy szły u nas w ilościach hurtowych. Chętnie jedliśmy też pudrowe cukierki, koniecznie podawane z zabawnych, bajkowych 'dystrybutorów'. Zapić trzeba było wszystko mega chemiczną oranżadą. Nikt jednak nie przejmował się tym, że ewentualnie rujnuje sobie zdrowie.


Jeśli chodzi o chrupki, preferowaliśmy jednak robić z nimi inne rzeczy, niż jedzenie (o ile nie były smakowe).


Królestwem chrupek rządziły jednak Star Chipsy. Dlaczego? Dlatego, że w ich opakowaniach były 'żetony', które wszyscy z uporem maniaka zbierali. Ja najchętniej zbierałam te z flagami państw, byłam wtedy mistrzem w stolicach ;) Później weszły słynne Tazosy z Pokemonami, wtedy jednak byłam już na to 'zbyt dojrzała'. Zbierało się też karteczki, i to od pierwszej klasy podstawówki, Pamiętam, że moja kolekcja była naprawdę imponująca. 


Przejawialiśmy też niepokojące (w tych czasach) zamiłowanie do prochów. Były to jednak prochy zupełnie nieszkodliwe, spożywane paluchem, a przez co bardziej zdesperowanych, wsypywane do paszczy w całości :) Mowa o oranżadkach musujących i Vibovicie :)


Telewizja... Mogłabym zamieścić tu milion zdjęć i wspomnień. Skupię się jednak na kilku programach, których być może nie pamiętacie. Łał. Wow. Okrzyk zachwytu? Nie! Latający stworek i bohater jednego z pierwszych i ostatnich polskich seriali science fiction. Pamiętacie? :) Był też taki fajny program RTL7, na którym po południu leciały świetne bajki i seriale. Pierwsze dreszczowce oglądałam właśnie tam: 'Czy boisz się ciemności?' dostarczał mi zawsze mocnych wrażeń


Nie mogę pominąć też kreskówek. Pamiętacie Bałwanka Bouli'ego? Prawda, że był słodki? Wspomnę tu też o japońskich (chyba) bajkach, które również królowały w RTL7. Tutaj, słynny Dragon Ball, którego namiętnie oglądałam w wakacje, i Yattaman, gdzie zawsze podziwiałam inżynierski kunszt.


I wreszcie teleturnieje! Moje ukochane 'Szalone liczby', w których utwierdzałam się w przekonaniu, że jestem świetna z matmy. Przekonanie to przeminęło bezpowrotnie na studiach, gdzie matematyka była moją zmorą ;) Jako zupełnie mała dziewczynka uwielbiałam natomiast udawać Magdę Masny z 'Koła Fortuny', odsłaniając niewidzialne litery na ścianie :) Po raz pierwszy też przekonałam się, że telewizja kłamie, oglądając 'Randkę w ciemno'. Śmierdziała ściemą na kilometr. Szczególnie jak dorośli ludzie z uśmiechem na ustach 'odpowiadali śpiewająco' :D Podobny był 'Czar Par' - zadziwiające, że już wtedy Krzysztof Ibisz był pełnoletni!



O muzyce lat mojego dzieciństwa możnaby napisać książkę. Tutaj natomiast pokażę 4 najbardziej popularne zespoły: Backstreet Boys, 'N Sync, Kelly Family i Spice Girls. Jedyny zespół z tych, którego NIE CIERPIAŁAM to Kelly Family. Zresztą, napisy 'Kelly Family Suck' w moich zeszytach z tamtych lat mogą to udowodnić (mimo, że nie miałam pojęcia co znaczą).


Wakacje! Upragnione wakacje! Rodzice pozwalali nam wtedy spać w namiotach pod domem (ku rozpaczy sąsiadów). Cóż to była za przygoda! Dobrze, że nie wiedzieli, co tam tak właściwie robiliśmy! Często zdziwiliby się, kiedy po zmroku znaleźliby nas szlajających się po ulicach naszego miasteczka. Odwiedzaliśmy też wtedy pobliskie bistro, które zresztą istnieje do dziś, na ulubione mini pizze z szynką i pieczarkami :) Mrożone oczywiście, ale jakie dobre :) 


W namiotach działo się wiele! Śpiewaliśmy ukochane piosenki (oprócz tych Kelly Family) i robiliśmy wojny na dezodoranty. Miałam nawet swój ulubiony, zielony Impulse, do dziś pamiętam ten zapach. Tak, mamo, to ja wypsikiwałam wszystkie dezodoranty w domu. Musisz się z tym pogodzić ;)


Kiedy nie siedzieliśmy na osiedlu, wybieraliśmy się na pobliską plażę. Kiedyś był tam duży, drewniany, bujany most, który zawsze okupowali 'starszaki'. Jeśli udało nam się tam dostać, byliśmy przeszczęśliwi, i czuliśmy się taaacy ważni. Ja czułam się też nieźle wystraszona, bo nie lubiłam tego bujania ;) Niestety nie udało mi się znaleźć zdjęcia tego mostu, ale plaża wygląda tak:


Jak nie siedzieliśmy na plaży, realizowaliśmy plan naszego klubu. Tak, mieliśmy, a raczej miałyśmy, piwniczny klub Girls Power. Co roku sprzątałyśmy piwnicę jednej z koleżanek, była duża, miała meble i dywany, i siedziałyśmy tam godzinami. Organizowałyśmy wycieczki, spisywałyśmy pomysły i po prostu spędzałyśmy czas z przyjaciółmi. Miałyśmy nawet wizytówki :) 

Mieliśmy tyle marzeń... Ciągle zastanawialiśmy się, co byśmy zrobili, gdybyśmy byli bogaci. Liczyliśmy na to, że rodzice wygrają w totka, albo zostaną Miliarderami:


Najczęściej musiał nam jednak wystarczyć Paszport Polsatu :)


Na zakończenie, żeby nie było, rodzicielskim morałem polecę. Mam nadzieję, że opieka nad dzieckiem pójdzie mi lepiej niż nad Tamagotchim, na którym niepokojąco często widziałam taki oto ekran:


Wpis ten zainspirowany został inicjatywą Kasi z bloga Magiczne Słowa. Dzięki Kasiu za przypomnienie tych wszystkich chwil :)

* wszystkie zdjęcia pochodzą z internetu

9 komentarzy:

  1. Kocham lata 90!!!!!! Dzieciństwo w tych czasach było na prawdę fantastyczne :))
    Czytając Twój post znów wróciłam do dawnych i wspaniałych wspomnień :))

    Pozdrawiam Cię serdecznie
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj to prawda, tak było :) I uwielbiałam Spice Girls, a najbardziej Ginger Spice! :) Aż się łezka kręci na te wspomnienia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj tak, chociaz nie wychowalam sie w polsce, to doskonale pamietam wiekszosc tych szczegolow o ktorych napisalas :-)
    I ten tamago...coś tam - mialam 2 i mi tez "umarly" stosunkowo szybko :D
    Z jedzenia i napoi szczegolnie pamietam PTYSia w zielonych butelkach ktorego mi babcia kupowała kiedy bylam na wakacjach w PL, ktorego smak i zapach pamietam do dzisiaj i uwielbialam też te cukierki PEZ :D
    Aaaa no i oczywiscie tez szukalam wody pod piaskiem... :D
    Super post, fajnie sie czytalo :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pamiętam tego napoju! A może pamiętam ale nie kojarzę nazwy :) Woda to było wyzwanie... :)

      Usuń
  4. Super :) Moje dzieciństwo podobne :D

    OdpowiedzUsuń
  5. hahah ale to się fajnie wspomina... gdzie dzisiaj dzieci wiszą na trzepakach i sklejają chrupki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie nawet nie wiedzą, że można sklejać chrupki ;)

      Usuń
  6. Oj, fajnie jest powspominać swoje dzieciństwo :-). Tym bardziej, że było tak inne od tego, które będą miały nasze dzieci. Ja przede wszystkim pamiętam zabawy z innymi dziećmi na świeżym powietrzu do ciemnej nocy :-).

    OdpowiedzUsuń
  7. Jejku dezodorant Impuls - też pamiętam ten zapach :)

    OdpowiedzUsuń

TOP