Magda M. blog: Poród - rzecz nienaturalnie naturalna!

16 grudnia 2014

Poród - rzecz nienaturalnie naturalna!


Cześć!

Post ten powstaje jako odpowiedź na moje własne lęki i zderzenie wyobrażeń z rzeczywistością. Dotyczyć będzie porodu, a jakże :) Teraz, gdy jestem już 'po drugiej stronie mocy', mogę odnieść się do tego, czego bałam się najbardziej w życiu. Jak bardzo, możecie przeczytać tutaj. Uwaga, post będzie zawierał drastyczne sceny, choć żadnego obrazka ani opisu porodu tu nie znajdziecie ;)
Przez całą ciążę wizja porodu spędzała mi sen z powiek. Bałam się go panicznie. Czy było warto? Absolutnie nie! Szkoda moich nerwów! Strach przed nieznanym jest zupełnie zrozumiały, jednak czasem naprawdę warto się zastanowić, czy diabeł jest tak straszny, jak go malują. Ci, którzy przeczytali mój poprzedni tekst o porodzie wiedzą, że moje wyobrażenia o nim były wprost apokaliptyczne. Rzeźnia, masakra i ogólna rozpierducha.





Rzeczywistość wyglądała mniej więcej tak, jak mówiłyście, drogie mamuśki! Jak już się zaczęło, to nie myślałam o bólu. Nie myślałam o umieraniu. Ani nawet o krzyczeniu. Wtedy zawładnęły mną instynkty! Nawet ani razu nie przeklnęłam, chociaż wcześniej się zarzekałam, że 'O ja pie**olę!' to będzie nieodłączny element moich porodowych wypowiedzi ;) Tymczasem, nie odzywałam się wcale, chyba, że pojedynczymi słówkami: 'WODA', 'AŁA', 'ZNIECZULENIE', ' GAZ', 'POMADKA' :D


Twierdziłam, że to nienaturalne, żeby człowiek wyszedł drogą, którą zazwyczaj wychodzi, ale tak naprawdę jest to najnaturalniejsza rzecz na świecie! Tylko strach nie pozwolił mi się do tego przyznać ;) Natura tak to wymyśliła, że leci się na fali adrenaliny i przez jakiś czas żyje w innym świecie, rzeczywistość jest jakby zakrzywiona, nie wiesz do końca co się dzieje, ale instynkt przetrwania podpowiada ci, że to nie będzie trwało wiecznie, że jeszcze trochę, będzie lepiej, tylko rób co trzeba! A gdzieś między wierszami ten drugi instynkt, macierzyński, szepcze, że MUSISZ zrobić wszystko, żeby pomóc swojemu dziecku wydostać się na świat, dlatego oddychasz głęboko, mimo, że masz ochotę nie oddychać wcale. A ja, mimo, że MUSIEĆ nienawidzę, nie miałam nic przeciwko temu ;)

Kobiety naprawdę są w stanie znieść ogrom cierpienia związanego z wydaniem na świat potomka. I NAPRAWDĘ!!! na serio i bez żadnej przesady, ból ten nie ma później żadnego znaczenia. W trakcie, owszem, jest ciężko. Wiesz jednak, że nie ma odwrotu. Urodzić trzeba, nikt nie zrobi tego za nas, ale nagroda, jaką za to otrzymujemy jest najwspanialsza z możliwych! 



Mój poród poszedł dość sprawnie. Wystarczy powiedzieć, że prawie do 5 cm rozwarcia nie zorientowałam się, że już rodzę. Bolało, ale nie AŻ tak. Na pewno nie pierdylion razy bardziej, niż cokolwiek innego do tej pory ;) Później dostałam jakiś środek uśmierzający ból, a pod koniec raczono mnie gazem rozweselającym. Mimo, że do śmiechu mi nie było, dałam radę (a gaz wszystkim rodzącym polecam z całego serca!). Pamiętam, jak wcześniej egoistycznie myślałam, że chyba wolałabym cesarkę, żeby się nie męczyć, to złośliwy los uraczył mnie porodem 2 w 1 - czyli naturalnym PRAWIE do końca, a na koniec i tak zrobili mi cesarkę. Na tym przykładzie widać, że prawie robi wielką różnicę ;) Nie narzekam jednak na takie rozwiązanie, było ok. I gdy przyjdzie mi rodzić po raz kolejny, już wiem, czego się obawiać, a czego nie. Jak Bóg da, Maja raczej jedynaczką nie będzie, nawet Szefuńcio jej wczoraj pytał, czy chciałaby brata ;) Matka za jakiś czas o tym pomyśli, ale marzenia o bliźniakach odkłada do następnego wcielenia ;) 

Także dziewczyny! Jeśli już rodziłaś, wiesz doskonale o czym prawię, co mam na myśli i co pominęłam. Jeśli trafi się tu jakaś zbłąkana owieczka, która poród ma przed sobą i boi się jak cholera, mój apel do ciebie: Bój się, jeśli tego potrzebujesz, to naturalne, ale wiedz, że 'strach przed cierpieniem jest straszniejszy niż samo cierpienie' (cytat z P, Coelho mi się przypomniał, i tu jest IDEALNY!). Ja, panikara nr 1, urodziłam i nie mam żadnej traumy z tego tytułu. Bałam się okrutnie, a teraz śmieję się sama z siebie. Porodu się głupia bałam, a w ogóle nie wzięłam pod uwagę tego, co będzie potem. To jest dopiero jazda! ;) 

Ale o tym za jakiś czas ;) 

13 komentarzy:

  1. :) Czeka mnie to za 5 miesięcy... Na razie próbuję nie myśleć, ale nie ukrywam, że jak czytam takie posty, to odczuwam minimalną ulgę ;) Ja NIGDY nie byłam na fotelu dentystycznym bez znieczulenia, a przeciwbóle "wszelki wypadek" mam zawsze w kosmetyczce, bo moja odporność na ból jest żadna. Ale mam nadzieję, że natura zrobi za mnie co potrzeba... Pozdrawiam i dużo zdrowia dla Majki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety poród dwa w jednym mnie też spotkał. To chyba najgorsze co może być rozwarcie na 10cm bóle parte a dziecko nie chce wyjść i decyzja o cięciu. Leżąc na sali po porodzie zazdrościłam kobietom, które szły sobie na salę operacyjną na własnych nogach z wcześniej umówionym cięciem. Ja uparłam się na SN to miałam. ..ale to prawda nie na się czego bać. .a dla mnie ból głowy i migrena jest gorszy niż ból porodowy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze napisane! Może, jakbym trafiła na takie słowa przed porodem mniej bym się bała? Tego nie wiem, ale jedno jest pewne! Na jednym smyku się nie skończy! :) szkoda, że miałaś poród 2 in 1. Taki chyba najgorszy... Choć najważniejsze, że Maja zdrowa się urodziła! Pozdrawiamy:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam termin na 31 sierpnia, dziękuję Ci serdecznie za ten wpis :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja do porodu podeszlam tak, jakbym to robila na co dzien. Przez cale dziewiec miesiecy powtarzalam sobie, ze skoro inne babki potrafia to czemu nie ja? Ba, tydzien przed porodem (a dodam ze urodzilam w 41) poszlam na koncert. I to w dodatku na pieszo 5km :D
    Moze dzieki mojwidaćemu wyluzowaniu tak szybko mialam rozwarcie 7cm (i to w domu), pojechalam do szpitala, w ktorym bylam po 17 a urodzilam o 19. ;) choc powtarzalam siostrze ze polecam jej adopcje, tak ciesze sie, ze dane mi bylo urodzic synka i gdy bede w ciazy po raz kolejny, podejde do tego tak samo. :)
    Pozdrawiam obie kobiety. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Poród jest trudny, czasem też bolesny. Ale te niedogodności się szybko zapomina, gdy tulimy w ramionach nasze maleństwo.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dla mnie poród jak już pisałam pod innym twoim wpisem beył najgorszym i najcudowniejszym dniem w jednym. Nie ma innego takiego uczucia na świecia! Buziaki dla Was

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja boję się... ludzi. Chamskiego traktowania, upokarzania i krzyku. Gdy się rodziłam, były komplikacje i strasznie na mamę krzyczeli. Czy mogłam słyszeć ten krzyk? Nie wiem, ale odkąd pamiętam nie znoszę jak ktoś na mnie wrzeszczy i mam ochotę przywalić lub chociaż wyjść i trzasnąć drzwiami. Wiem, że mogę wszystko w odpowiednich warunkach i na spokojnie.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Madzia bo przecież 'najlepsze' są porody w stylu - rodzę naturalnie ale i tak koniec końców zrobią mi cesarkę. Dwa w cenie jednego :D Taki mały gratis od losu ;p

    OdpowiedzUsuń
  10. Strach ma zawsze wielkie oczy ale czasem na własnej skórze trzeba się przekonać, że ma TYLKO wielkie oczy :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja też do 5 na luzie :) W szpitalu byłam jak było 6 cm :) I sie jeszcze pytam " to co zostaję? " ;)
    Poród wspominam dobrze, bolało wiadomo, bolało bardzo to oczywiste :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dokładnie, w czasie porodu władzę przejmują pierwotne instynkty. Kobieta wchodzi w jakiś taki trans i wie, że da radę, bo musi dać.

    PS gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
  13. :) Ponoć matka natura wie, co robi i trzeba podejść do tematu na luzie. Nie wiem, jeszcze nie sprawdziłam na własnej skórze :)

    OdpowiedzUsuń

TOP