Magda M. blog: Zrealizuję swoje marzenia!

12 stycznia 2015

Zrealizuję swoje marzenia!


Początek roku to dla wielu z nas okres postanowień. U mnie ten czas zbiegł się z zakończeniem połogu, i po upewnieniu się, że mam zielone światło na normalną aktywność, mam zamiar wprowadzić w życie szereg zmian. Przed ciążą zmieniłam tryb życia na zdecydowanie zdrowszy, dlatego jestem dobrej myśli. Moje postanowienia noworoczne to:


1. Regularne ćwiczenia


Mam z 10 kg, którymi chętnie obdaruję potrzebujących. A nawet 15, ale to już raczej nie w tym wcieleniu. Zbliżająca się data ślubu jest wystarczającą motywacją do tego, żeby ruszyć tyłek. Ale i bez tego bym to zrobiła. Zaczynam od treningu Jillian Michaels - 30 day shred - który przed ciążą nie sprawiał mi większych trudności, Jego intensywność jest umiarkowana, są 3 poziomy, które robimy po kolei, po 10 dni każdy z nich. Pierwszy trening już za mną! Dowiedziałam się, że:
  • naprawdę lubię ćwiczyć i bardzo mi tego brakowało! Kiedyś wołami trzeba mnie było wyciągać, żebym ruszyła się z kanapy, teraz sama ochoczo wskakuję w sportowe ciuchy i macham hantelkami przed telewizorem :)
  • nie cierpię pompek i ręce są w dalszym ciągu moim słabym punktem, mimo codziennego treningu za sprawą noszenia naszej Majki,
  • ćwiczenia kardio, mimo, że najbardziej męczące, dostarczają mi satysfakcji (i zadyszki), lubię je bardziej niż kiedyś,
  • robienie pajacy przy karmieniu piersią (nie mylić ze stanem podczas karmienia piersią) jest jakoby problematyczne ;) (matki karmiące - U know what I mean),
  • moja kondycja po ciąży wcale nie jest taka zła :)
Trening planuję rozplanować tak:
  • od poniedziałku do piątku 30 day shred (zajmie mi to więc 6 tygodni), 
  • w soboty jakiś inny trening,
  • w niedziele odpoczynek.
  • Jeśli opuszczę jakiś trening to zawsze mogę go odrobić w sobotę albo niedzielę :)
  • po tygodniu dodam do tego jakieś ćwiczenia na mięśnie brzucha,
  • a jak skończę ten cykl może będę w stanie wrócić do najefektywniejszych moim zdaniem treningów HIIT, czyli treningów interwałowych o wysokiej intensywności, z moim ulubionym kettlebell'em.

Mam wielką nadzieję, że uda mi się zrealizować ten plan! Co jakiś czas będę aktualizować swoje postępy, da mi to większą motywację, żeby nie dostarczyć sobie powodów do wstydu ;)


2. Długie spacery z wózkiem


Jeśli tylko pogoda na to pozwoli, chcę codziennie robić co najmniej 4-kilometrowe spacery. Przy trasach, jakie mam w pobliżu domu nie jest to jakiś wielki wyczyn, a w tygodniu wyjdzie z tego aż 28 kilometrów! Ja odpocznę i spalę trochę kalorii, dziecko się dotleni, same plusy.

3. 4-dniowy detoks


Przygotowując się do wprowadzenia na stałe zdrowej diety przeprowadzę 4-dniowy detoks organizmu dostosowany do tego, co może, a czego nie powinna jeść i pić matka karmiąca. Rewelacyjny plan opracowała Gosia z Qchennych Inspiracji, znajdziecie go tutaj. Zastanawiam się tylko, po którym przebudzeniu pić wodę z cytryną i jeść śniadanie - tym o 3, 6 czy 9 ;)

4. Zdrowa, urozmaicona dieta


Odchudzałam się w życiu już tyle razy, że wiem, że dieta eliminacyjna lub bardzo restrykcyjna to największe zło, jakie możemy sobie wyrządzić. Dlatego też żadne dukany i inne cuda w grę nie wchodzą, tym bardziej, że mam jeszcze ssaczka to wykarmienia. Dlatego też mam zamiar planować posiłki, a co za tym idzie i zakupy, co pozwoli mi również oszczędzić czas i pieniądze. Będę jeść też średnio co 3 godziny. Trzymając dietę cukrzycową w ciąży naprawdę widziałam różnicę w samopoczuciu, trzymałam ładną wagę, nie puchłam, moja skóra była w świetnym stanie. Dlatego też towarzyszące jej zasady chcę stosować przez całe życie. Ograniczę też spożycie cukru, soli i produktów z mąki pszennej. Po porodzie tak brakowało mi zakazanych w diecie cukrzycowej produktów, że dosłownie je pochłaniałam, co nie sprzyja gubieniu kilogramów, i mam zamiar się z tym szybko rozprawić :)

5. Lepsza organizacja


Tak jak mówiła mi większość z Was, które są już mamami, przy dziecku jest się zdecydowanie lepiej zorganizowanym. Ja wciąż się uczę, jak najlepiej wykorzystywać czas, w którym akurat nie jestem zaabsorbowana przez małą. Staram się wykorzystywać międzyczasy, czyli np. pozamiatać podłogę, kiedy gotują się ziemniaki czy posprzątać łazienkę, kiedy wiem, że Maja akurat na chwilę zajęła się wpatrywaniem w karuzelkę ;) Wiem, że Ameryki tym nie odkryłam, ale muszę przyznać, że dla mnie to duża zmiana. Wcześniej wolałam sobie usiąść przed komputerem i na wszystko miałam czas ;)

6. Zająć się przygotowywaniem chrzcin i ślubu


Punkt połączony z poprzednim... Czasu więcej już nie będzie nigdy i nie ma co zwlekać. O ile zorganizowanie chrzcin nie jest bardzo problematyczne, sprawy związane ze ślubem są znacznie bardziej wymagające i jest ich zdecydowanie więcej. Czas działać! 

7. Jeśli coś zajmuje 2 minuty, zająć się tym natychmiast


Świetna dewiza 'autorstwa' Davida Allena, którą chcę się kierować. Nic dodać, nic ująć. Nigdy więcej nieposkładanych ubrań w łazience, zalegającego na suszarce prania czy porozwalanych kosmetyków.


7. Pokochać siebie


Bo całe życie coś. Tu za dużo, tam nie tak, charakter wredny i w ogóle wszystko be. Kompleks kompleksem kompleks pogania. Powodów do narzekania mam zawsze mnóstwo. Nie muszę się ich pozbywać, chcę za to nauczyć się je wszystkie akceptować, ba, polubić. Przecież to ze sobą jestem 24 godziny na dobę, przez całe życie. Przecież to straszne, nie lubić samego siebie. Dlatego pokocham siebie i ten rok zakończę z wielką satysfakcją dotyczącą, egoistycznie, własnej osoby. Ale nie zrobię tego tylko dla siebie, przede wszystkim zrobię to dla Mai, bo to patrząc na mnie uczy się życia. To mnie będzie naśladować, gdy będzie dorastać, więc muszę jej pokazać, jak żyć najlepiej jak się da.

7 komentarzy:

  1. Trzymam kciuki za realizację planu.
    Ja niestety nie mam ani sił ani ochoty ćwiczyć ale spaceruję dziennie po 4 godzinny z wózkiem to dużo daje:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podoba mi się patent na "2 minuty" - może uda mi się wcielić go w życie...:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super, że robisz coś dla siebie. Jak my się czujemy ze sobą dobrze, to i inni to czują :) I ja też uwielbiam się "spocić", zawsze wtedy mimo wysiłku jestem niesamowicie naładowana! :) Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Życzę Ci powodzenia :) Ja zaczynałam jakiś czas po porodzie (cc) ćwiczyć i miałam problem... Początkowo robiłam tylko przysiady, dopiero później mogłam się ruszyć (karmiłam :P )

    OdpowiedzUsuń
  5. A na kiedy planujecie Chrzciny? :)
    Jeeeju też nienawidze pompek !!! są najgorsze! :D Świadomość że zaczynają cały trening - bleh! :D mimo że tyle nosze tego księciunia i powinam mieć wyrobione ramiona - niestety nic to nie daje! ;/ :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Powodzenia! Trzeba działać :D

    OdpowiedzUsuń
  7. I ja miałam taki plan. Przeziębienie mnie złamało, ale już przechodzi i jutro wracam do ćwiczeń.
    Powodzenia! ;)

    OdpowiedzUsuń

TOP