Magda M. blog: Superbohaterka

13 kwietnia 2015

Superbohaterka


20 listopada 2014 roku zostałam superbohaterką. Mamą, znaczy się. Nigdy wcześniej, ale też nigdy później nie czułam się tak niesamowicie zajebista, jak te kilka dni po porodzie. Dlaczego?

19 listopada rano przyjęto mnie do szpitala na wywoływanie porodu. Badania, żel i heja na salę czekać, czy coś zacznie się dziać, czy nie. Szczerze mówiąc nawet nie liczyłam na to, że tego samego dnia zacznie się akcja porodowa. Do terminu brakowało jeszcze kilku dni, a wywoływano u mnie poród tylko dlatego, że miałam cukrzycę ciążową, a takich ciąż nie powinno się przenosić.

Tak sobie leżałam i pachniałam z myślą, że następnego dnia podadzą mi oksytocynę i będą indukować dalej. Bałam się oczywiście straszliwie, o czym wspominałam tutaj. Późnym wieczorem zaczął boleć mnie brzuch. No dobra, pomyślałam, że tak ma być, w końcu poród tuż tuż. Ale że to już? Wszystkie położne twierdziły, że nie, że brzuch wysoko, skurcze się nie piszą, że tak ma być, bo szyjka się przygotowuje. Ok. Od 23 zapisywałam skurcze, które ewidentnie czułam (jak to do cholery się nie piszą jak to tak boli???) w aplikacji. Najpierw co 10 minut, później co 7, 5... Po północy dzwoniłam do Szefuncia, że boli, ale że nie rodzę. Po 2 dzwoniłam, że boli bardzo, ale że też nie rodzę. W międzyczasie zaczęłam krwawić, na co położne stwierdziły, że to normalne, bo szyjka, sratytaty, ale nie rodzę i już. Wkurzona byłam już nie na żarty i przekonana, że ja nie dam rady nigdy i za żadne skarby świata urodzić Majki, skoro NIC się nie dzieje, a już tak boli. Przed 5 dzwoniłam do Szefuncia, że boli, że ojapierdolę, i że ma przyjechać i załatwić mi cesarkę, hehe, płonne nadzieje.

Szefuncio zjawił się nie pamiętam o której, bo ból odbierał mi racjonalne spojrzenie na świat, ale skurcze przestałam zapisywać około 7. Naprawdę, byłam przekonana, że skoro położne twierdzą, że nic się nie dzieje, skoro nie spałam całą noc i zaraz mają mi wywoływać poród, byłam przekonana, że umrę tam po prostu. 

Doczekałam się badania. 4,5 cm rozwarcia! Alleluja! Jednak rodzę! No dobra, jak rodzę, to może boleć. Dawaj na porodówkę! Dostałam jakieś leki, pomogły, na krótko. Prosiłam o znieczulenie, i było już prawie u mnie w kręgosłupie, kiedy to po kolejnym badaniu lekarz stwierdził 'Dziewczyyyyno, jakie znieczulenie, 7 cm, zaraz będzie po wszystkim!'. Zrobiło mi się trochę przykro, ale jak przez mgłę pamiętam myśl - 'ZARAZ! Zaraz będzie Majka! Dam radę!'. Z 7 cm akcja szybko potoczyła się do 10. Choć dla mnie mogło to trwać 2 dni, bez różnicy, to cholerstwo boli tak, że zabiera do innego świata. Stety i niestety. Dostałam gaz rozweselający, który wrażenie innego świata potęgował, i gdyby nie słowa położnej i ich echo - Szefuncio, powtarzający 'Oddychaj do brzucha, do dziecka', to zapomniałabym w ogóle, że trzeba oddychać i bym tam sobie spokojnie zdechła normalnie. Po 40 minutach skurczy partych, kiedy ciągle Maja nie chciała wyjść, bo obróciła się o 180 stopni, przez co poród był trudniejszy, po tym, jak na chwilę stracili jej tętno, zadecydowano o cesarskim cięciu.

Czułam się jak w filmie. Jechałam na łóżku, wijąc się z bólu, widziałam tylko szpitalne lampy. Znieczulenia nawet nie czułam. Czułam tylko, jak ktoś szarpie mi brzuch od środka, na szczęście czuć było tylko dyskomfort, nie ból. Chwilę później położna położyła mi na piersi Maję. Żebyśmy się poznały, przytuliły, żebym mogła zobaczyć jej śliczne, czarne oczka, i przekonać się, że to na pewno moja wyczekana dziewczynka :)


 W dniu cesarki byłam zamroczona lekami, dzień ten pamiętam jak przez mgłę. Pamiętam jednak doskonale to uczucie, największej siły na świecie, mimo, że nie byłam w stanie nawet ruszyć palcem u nogi. 

Mimo bólu po operacji (który jednak nie był jakiś strasznie dokuczliwy) i braku snu przez kilka dób czułam się tak dumna, tak silna, że mogłabym przenosić góry, zawojować świat. Czułam się królową życia! Urodziłam dziecko, wydałam na świat nowe istnienie, byłam mistrzynią świata! Nigdy nie czułam do siebie takiego szacunku. Aż żałuję, że te wszystkie niesamowite uczucia jakoś zbledły...

Ale nie zniknie nigdy to jedno.

20 listopada 2014 roku, o 11:39, zostałam superbohaterką. Zostałam mamą.

*przepraszam za dosadność i kolokwializmy, jednak do własnej historii porodowej podchodzę z wielką dozą emocji :) Post inspirowany zadaniem 'Historia z przeszłości'

10 komentarzy:

  1. Świetnie cię rozumiem. U mnie było 40 godzin skurczy zanim się zaczęły parte skurcze, ale potem poszło całkiem szybko. Na szczęście bez cesarski się obyło. Oby jak najwięcej takich bohaterek w Polsce. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Mogę Cię zapewnić, że te emocje wrócą do Ciebie jeszcze nie raz. Pewnie nie aż tak, bo niepoparte wyrzutem adrenaliny, ale czym bardziej rośnie moje dziecko, tym mocniej ja czuję się dumna - z niej, bo jest jaka jest i z siebie, bo w końcu dzięki komu ona taka jest?

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiem o czym mówisz :) To uczucie kiedy możesz już przytulić swoje maleństwo i te emocje które targają naszym umysłem. Myślę, że nie ma nic piękniejszego na świecie od doświadczenia zostania mamą. Masz rację każda z nas czuje się wtedy jak superbohaterka :)
    Pozdrawiamy!!

    OdpowiedzUsuń
  4. mój poród mniej więcej tak samo się potoczył z tym że niewiedzieć czemu do cesarki mnie ululali także z D. zobaczyłam się dopiero po 3 godzinach :(
    pięknie to opisałaś - wszystkie wspomnienia wróciły ! muszę koniecznie to kiedyś opisać na blogu żeby niezapomnieć.
    całuję :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Poród to chyba jedną z tych historii, których nie da się zapomnieć. A i każda z nas ma swoją własną:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Grr.. boję się trochę porodu (choć nawet do ciąży mi jeszcze daleko), ciary mnie biorą na samą myśl, ale każdorazowo dochodzę do wniosku, że mimo wszystko to pozytywne przeżycie- warte przeżycia. :) Gratuluję takiej super mocy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pozdrawiam Cię superbohaterko i Twoją Majeczkę. :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie mam jeszcze dzieciaczka, ale z chęcią czytam takie wpisy. W końcu w naturze kobiety chyba zapisane jest macierzyństwo. Gratuluję siły i ślicznej Majeczki.

    OdpowiedzUsuń
  9. Oddychaj do brzucha :) ja swojego męża nie słuchałam tylko darłam się w niebo głosy bo urodziłam bez znieczulenia-nie polecam. Każda mama to superbohatera ciesze się że dołączyłaś do zacnego grona :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń

TOP