Magda M. blog: Nie cierpię instytucji kościoła!

22 czerwca 2015

Nie cierpię instytucji kościoła!


Jak już kilkakrotnie wspominałam, niedługo bierzemy ślub. Gwoli tradycji i kultury, będzie uroczystość w świątyni, będzie biała suknia z welonem i huczne weselicho. Przygotowań jest mnóstwo. Nie ma jednak problemu z załatwieniem niczego, oprócz jednego - ślubu kościelnego! Hipokryzja i brak empatii to wszystko co do tej pory nas spotkało na drodze do zalegalizowania naszego związku przed obliczem Boga, 'tak jak być powinno'.


Dla mnie nie ma żadnego znaczenia, czy dziecko pojawia się na świecie przed czy po ślubie. Nawet nasze babcie nie wyraziły żadnego niezadowolenia z faktu, iż mamy dziecko przed zawarciem związku małżeńskiego.

Problem pojawił się w momencie, gdy zaczęliśmy załatwiać formalności związane ze ślubem kościelnym. Pech chciał, że w naszym miejscu zamieszkania trafiliśmy na wyjątkowo upartego i nieznoszącego sprzeciwu proboszcza. Alfa i omega, co to nie on, słuchaj tylko mnie a jak nie to fora ze dwora, o taki typ. 

Zrugał nas oczywiście za posiadanie dziecka, utrudnia przygotowania do ślubu, jest opryskliwy i jeszcze kłamie w żywe oczy! Załatwiłam nam ekspresowe nauki przedmałżeńskie, weekendowe, w parafii obok. Program taki sam, jak normalnych. To facet kłamał mi w żywe oczy, że pierwsze słyszy o czymś takim, i że honoruje tylko te organizowane u siebie w kościele. Nie omieszkał przy tym wspomnieć, że gdybyśmy nie mieli dziecka, to problemu by nie było. Bo to ona jest wg niego problemem! Jeśli oczekuje, że uderzę się w pierś i wyrażę żal, że mamy dziecko, to się przeliczy. Nie spotkaliśmy się z żadnym zrozumieniem ze strony kościoła, który przecież uczy, że trzeba być miłosiernym i pomagać bliźnim. Na razie spotkaliśmy się tylko z surowością. No i przez ileś tygodni pod rząd trzeba będzie ściągać babcie do opieki nad dzieckiem.

W kościele obserwuję ostatnio coraz więcej hipokryzji. Nie jest to oczywiście reguła, znam wielu wspaniałych kapłanów, których tylko spotykać na swojej drodze. Dziwne jednak, że większość z nich zrezygnowała z posługi i żyje z kobietami... Moja mama jest bardziej kościołowa, i mówiła mi, że zna księży, którzy mówią wprost, że nie wierzą w Boga! No WTF? Ja rozumiem nauczyciela, który nie wierzy w system edukacji, ale ksiądz? Ten, który ma być naszym łącznikiem z 'tym na górze', wspierać w wierze?

W zeszłą niedzielę chrzciliśmy Maję. Ceremonia była piękna. Nawet się wzruszyłam. Chrzty odbywają się na sumie. W kościele niewielu wiernych...

I dziwią się, że młodzi odchodzą od kościoła. Płakać będą, że tacy jesteśmy źli, tacy niewierzący, że w ogniach piekielnych będziemy się smażyć.

Sami sobie taki los zgotowali! Utrudniajcie więcej, nie idźcie na rękę, odwracajcie kota ogonem. Na pewno będzie lepiej.

My nie mogliśmy przystąpić do komunii. Ale gdybyśmy nie byli razem, a żyli osobno, to problemu by nie było. Lepiej żyć w rozbitej rodzinie, wtedy kościołowi to się bardziej podoba. Lepiej być po rozwodzie, niż żyć w nieformalnym związku, wtedy można być rodzicem chrzestnym. Bo jak żyjesz bez ślubu, to nieczysto, grzech i w ogóle jesteś do odstrzału. 

A ja kontrowersyjnie powiem, że nie uważam, że żyję w grzechu. Staram się być dobrym człowiekiem, przestrzegam dziesięciu przykazań, nie czynię drugiemu, co mi niemiłe. Wg kościoła to mało. No trudno, jakoś się z tym pogodzę.

Jestem skłonna zrezygnować ze ślubu kościelnego. Szkoda zachodu i nerwów na walkę z wiatrakami (tak jak zresztą powiedział mi ksiądz od nauk ekspresowych, gdy zwalnialiśmy nasze miejsce...). Chciałabym jednak w przyszłości zostać matką chrzestną i nie chciałabym, żeby Maja kiedyś pytała, dlaczego wyszło tak, a nie inaczej.

Mam nadzieję, że jakoś uda nam się dobrnąć z instytucją do porozumienia i weźmiemy ten ślub kościelny. W moich wspomnieniach zawsze jednak zostanie 'smrodek'. Chciałam chodzić z Mają do kościoła, mimo, że sama od kilku lat nie praktykuję za bardzo. Bo przesłanie jest dobre. Odechciewa mi się jednak. Czasy się zmieniły i podejście kościoła do niektórych spraw też powinno. Mam wrażenie, że po prostu co niektórym księżom żal ściska wiadomą część ciała i nie mają chęci, żeby choć trochę pomóc. Nie muszą, ale mogą. Wyciągnąć rękę. Pokazać, że są tu dla nas. A jak oni mają w poważaniu nas, tak jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie.

Amen.

*źródło obrazka

6 komentarzy:

  1. Szczerze powiem, że wiele zależy od księdza. My (nie mieliśmy dziecka przed ślubem), ale mieszkaliśmy razem pod jednym dachem! Ksiądz proboszcz lat 75 wiedział o tym doskonale do widywał nas w kościele (parafia męża) i nie miał z tym problemu. Nawet to, że ślub był własnie w męża parafii ( a nie jak powinno być w mojej :D - ale nie chciałam) nie stanowiło problemu, bo byłam już "jego" parafianką i o dziwo nie musiałam dawać zapowiedzi w moim kościele. Więc tak naprawdę zależy wszystko od księdza.
    Siostra (tylko po cywilnym) i dwójka ochrzczonych dzieci. A też mogła mieć problem, a go nie było.
    Tylko szkoda, że trafiłaś na "takiego księdza co życia nie zna". Bo szkoda tych przygotowań i realizacji tego marzenia o białej sukni.
    Mam nadzieję, że się jednak uda! Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Magda trafiony tekst w samo sedno! Pozdrawiam ♡

    OdpowiedzUsuń
  3. A nie możecie wziąć ślubu w innej parafii? I mnie też księża wkurzają. Tym że zamiast dobra ludzi liczy się dla nich głównie kasa i tym, że oceniają innych a sami często są nie lepsi

    OdpowiedzUsuń
  4. Współczuję !

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak, wiele zależy od księży :/
    Są tacy, że potrafią rozmawiać normalnie, a są tacy, którzy o wszystko się czepiają i człowiekowi się odechciewa wszystkiego.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiem, że to straszne, ale my właśnie nie chodzimy do Kościoła, bo sama moja spowiedź, byłaby nie ważna-ślub cywilny to wg kościoła konkubinat, a ja nie obiecuję poprawy, nie żałuję za grzechy (seks przed ślubem), więc już od wielu lat nie wyspowiadałam się, Czasem mamy przebłyski ślubu kościelnego, ale w naszym przypadku byłaby to hipokryzja, bo nie żyjemy w zgodzie z naukami Kościoła, a z naszym sumieniem. I nie czułabym się bardziej żoną po Kościelnym, w moim sercu nic a nic by to nie zmieniło, tyle tylko, że to tradycja.

    OdpowiedzUsuń

TOP