Magda M. blog: Ząbkowanie, niespieralne plamy i inne katastrofy

30 czerwca 2015

Ząbkowanie, niespieralne plamy i inne katastrofy


Liczba domowych mini-katastrof przy małym dziecku rośnie w miarę dorastania naszych pociech. Podobno małe dziecko, mały kłopot, a duże, wiadomo - coraz większy i większy. To, co urasta do rangi problemu, kiedy mamy w domu noworodka zupełnie wyparowuje nam z głowy już w momencie ukończenia przez niego 3 miesięcy! W 3 miesiącu życia zaczynają się inne zmartwienia zmieniając się jak w kalejdoskopie przez tak krótki, mogłoby się wydawać, pierwszy rok życia dziecka. Jakie są te problemy? Czy warto się nimi przejmować?


Wracasz z dzieckiem ze szpitala. Szczęśliwa i pełna obaw jednocześnie. Czy poradzisz sobie z nowymi obowiązkami? Czy spełnisz wszystkie wymagania (a wcale ich niemało!) tej maleńkiej istoty? 


Zaczyna się niewinnie - karmienie, przewinięcie i spanie. Niby tak niewiele, a na początku spędza sen z powiek. Dziecko ulewa, je mało, albo ciągle wisi na cycu, kupa nie taka, myli dzień z nocą. Maluch, który swoim pojawieniem się dokonał prawdziwej rewolucji w naszym życiu jednak szybko dorasta. Przyzwyczaja się do rytmu dnia, zaczyna w miarę przyzwoicie spać. Przychodzi czas na rozszerzanie diety. Czy nie daję mu za dużo, za mało, w jakiej kolejności podawać posiłki, z czym łączyć, jak ogarnąć tę tajemną wiedzę o glutenach, białkach zwierzęcych, nietolerancjach laktozy i innych takich, które nasze mamy i babcie miały głęboko w poważaniu? No nic, jakoś musimy sobie poradzić. Dzieć je, fajnie, skończył się jednak etap czystych ubranek. W czym uprać, żeby nie musieć wywalać zapaćkanych marchewkopodobnymi pokarmami ubranek? Jak pozbyć się tych niespieralnych skurczybykowatych plam? Ja tam nie wiem i chyba jednak będę musiała wywalać te ciuchy. Nie zdążymy się obejrzeć, a zamiast tego będziemy się zastanawiać, jak usunąć plamy z krwi z ubrań i sprzętów domowych. Bo zaczną się obrażenia, rozbite kolana, łuki brwiowe i, nie daj Boże, bójki (pół biedy jak macie chłopca).

Kolejny dylemat - sławetne ząbkowanie! Zaczyna się różnie, u jednych dzieci prędzej, u innych później. Niewielki procent maluchów przechodzi je bezboleśnie i bezobjawowo. Marudzenie, temperatura, biegunki - to kolejna porcja zmartwień na dokładkę dla przebywającej przecież na urlopie (co chyba oznacza, że powinien być relaksujący, nie?) matce. Nie martw się - pocieszają. Do osiemnastki zębiska wyjdą. Ewentualnie zostaną jeszcze ósemki, które i tak trzeba będzie wyrwać. Tego ewolucja nie przemyślała.

Jesteśmy gdzieś mniej więcej w szóstym miesiącu życia. A gdzie reszta? Przecież dziecko niedługo pójdzie do przedszkola, szkoły, będzie chorować, płakać, bo Ania nie chce się z nim bawić, a Krzyś zabrał mu ulubioną zabawkę. Za kilka lat Anię znienawidzi i będzie przeklinać cały jej babski ród, a Krzysiowi da w mordę. Za parę następnych będzie chciało wyjechać samo na wakacje, skończą się wasze dyskusje na temat lekcji i klasówek, a ich miejsce zajmie antykoncepcja, używki i depilacja miejsc intymnych.

To tak w telegraficznym skrócie. Zwariujemy? Nie! Przetrwamy! Zauważcie, jak szybko w tym poście przeszłam od niemowlęctwa do niemalże dorosłości. Życie naprawdę jest krótkie! To wszystko wydarzy się tak szybko, za szybko! Cieszmy się chwilą. Tym, że możemy podziwiać bezzębny uśmiech, że maleństwo tak ufnie wtula się w nasze ramiona, tym, że nasze dziecko pozwala prowadzać się za rękę do szkoły, tym, że przychodzi do nas ze swoimi problemami. Jesteśmy dla nich ważne. Najważniejsze - tylko do pewnego momentu. Nie psujmy sobie tego czasu myśląc tylko o problemach. To próbuję wpoić przede wszystkim sobie. Mam nadzieję jednak, że i Ty skorzystasz :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

TOP