Magda M. blog: Co było, a nie jest - co jest, a nie było

28 kwietnia 2016

Co było, a nie jest - co jest, a nie było


Pobudka, rano, do pracy. Szybka kawa, szybkie śniadanie, szybki mejkap, i już mnie nie ma. Jeżdżenie z miejsca na miejsce, z zajęć na zajęcia. Czasem wolniejszy dzień, wtedy lubię robić nic, a czasem coś. Jeden dzień wypełnia mi praca, inny gotowanie, jeszcze inny zakupy czy generalne porządku. Albo wszystko naraz. Niezależnie od tego, czy dzień jest pracowity czy nie, czas przecieka mi przez palce. Marnuję go na bzdury, banały. Nadchodzi weekend, więc trzeba wyjść gdzieś ze znajomymi, albo chociaż wymknąć się szybko z miasta naładować akumulatory. W niedzielę wieczorem przygotować zajęcia na kolejny tydzień i ponarzekać, że znów czas do pracy...


Early morning, time to wake up. Quick coffee, quick breakfast, quick makeup and I'm already gone. Driving from one place to another, from one classes to other ones. Sometimes the days are slower, I like to do nothing then, and sometimes something, too... One day is filled with work, others are filled with cooking, shopping or cleaning. Or everything at once. In doesn't matter whether the day is busy or not, time is slipping through my fingers. I waste it on rubbish and cliche. As the weekend comes I need to go out with some friends or at least sneak out of the city to charge my batteries. On Sunday evening it's time to prepare next week's classes and grumble once again - it's time to work...






Kiedyś tak wyglądało moje życie. Jak miliony innych, zapewne. Teraz też pracuję, teraz też mam na głowie dom, ciągle mam znajomych i często weekend jest odskocznią od codzienności... Ale jest zupełnie inaczej.
Earlier my life looked like this. As many other people's, I guess. Now I work, too, I am still responsible for all home staff, I still have friends and quite often weekends are a perfect getaway. But it's all so different...




Rano nie budzi mnie dźwięk budzika. Budzi mnie piskliwy głosik, sygnalizujący, że pora zacząć nowy dzień. Szybka kawa to nie pierwsza rzecz, po którą biegnę do kuchni. Teraz ktoś wbiega do niej przede mną, wyciągając od razu łapkę w stronę lodówki, krzycząc 'Mniam!'. Nie myślę o śniadaniu dla siebie, tylko dla tej małej istotki, która po zjedzeniu przekąski, tak, bez przekąski nie ma rano opcji, siada na swoim krzesełku, przy swoim stoliku z Myszką Minnie, i tańcząc do rytmu czołówek z porannych bajek czeka na śniadanie.
In the morning I'm not awaken by the alarm clock. I am by a squeaky voice which tells me it's time for another day. Quick coffe is not the first thing I run for towards the kitchen. Now somebody is ahead of me, pointing her little hand at the fridge, screaming 'Yummy!'. I don't think about food for myself - I thing about breakfast for the little one, who, after eating a snack - yeah, no snack in the morning is not an option - sits on her little chair, at her little Minnie Mouse table, and, dancing to the morning cartoon themes, waits for the breakfast to come.




Uśmiecha się przy tym szeroko, robi śmieszne minki, i dostarcza mi stu procent słodyczy. Radości i miłości nie ma końca. Takie moje poranne przemyślenia... Już nie dla mnie picie szampana do białego rana. Nie dla mnie szukanie dziury w całym. Nie dla mnie życie w takim biegu, choć będąc mamą, czas pędzi jeszcze szybciej. Nie dla mnie życie dla siebie. Celebruję te chwile i możliwość obserwowania mojej małej córeczki każdego ranka. Każdego dnia i wieczora. Żyję dla niej, dla nas, to chyba takie oczywiste dla każdej mamy!  Fajnie jest żyć w ten sposób :)
She grins at the very same time, she makes faces, and gives me one hundred per cent of sweetness. Joy and love is endless here. Just my morning thoughts... Drinking champagne to early morning is not for me anymore. Picking holes is not for me anymore. Living at that pace is not for me anymore, although being a mom time flies even faster. Living for myself is not for me anymore. I celebrate these moments and possibility to watch my little girl every morning. Every day and every night. I live for her, for us, it must be so obvious for every mum! It's so cool to live this way! :)




Maja

Kurtka / coat: Wójcik
Legginsy, czapka / leggins, hat: Pepco
Buty / shoes: Emel

Magda

Płaszcz / coat: Mohito
Torba / bag: Parfois
Buty / shoes: Monnari

2 komentarze:

  1. I to jest wlasnie czas kiedy zaczyna sie doceniac tak proste rzeczy i umiec cieszyc sie nimi :) z wlasnego doswiadczenia wiem ze mozna to zrozumiec tylko bedac mama :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Taaak, skąd ja to znam :) Przychodzi w życiu moment, w którym wszystkie nasze priorytety i preferencje wywracają się do góry nogami - kompletna rewolucja, ale jakaż piękna i bogata w nowe doznania, prawda?

    OdpowiedzUsuń

TOP