Magda M. blog: Chujowa Pani Domu z aspiracjami

7 listopada 2016

Chujowa Pani Domu z aspiracjami

Chujowa Pani Domu z aspiracjami
Z natury jestem bałaganiarą. Gdy byłam mała, mama zawsze mówiła, że 'nawet chłopak ma czyściej w pokoju niż ja'. Do pomagania w sprzątaniu zawsze zaprzęgałam koleżanki. Na studiach moja przyjaciółka po wejściu do mojego królestwa bez zastanowienia krzyczała 'O Boże!', po czym zaczynała sprzątać. Syfiara jak się patrzy. Jakoś wtedy nigdy nie zależało mi na porządku. W ogóle nie czułam potrzeby sprzątania. Nie wiedziałam, co to znaczy prasowanie, a po odkurzaniu okazywało się, że dywan w moim pokoju ma jednak jakiś kolor.

Sprawy pozmieniały się, gdy zamieszkałam ze swoim obecnym chłopakiem, teraz już mężem. Jakoś tak chciałam się pokazać, że przecież potrafię, że zależy mi na tym, by nasze wspólne gniazdko było przytulne, a przede wszystkim czyste. Początki były trudne. Ucierpiała na tym niejedna para białych skarpetek. Ale tak, krok po kroku, uczyłam się co i jak często trzeba w domu robić. Nie to, żebym nagle stała się perfekcyjną panią domu, co to, to nie. Ale najpierw na wynajmowanym mieszkaniu, teraz już na swoim, szlifuję swoje umiejętności jako strażniczki domowego ogniska.

Trafił mi się mąż o charakterze twardym, pewny siebie i wymagający, wobec siebie i innych. Nie żebym tak publicznie na męża narzekała, ale muszę się przyznać, że to on najczęściej pokazywał mi moje niedociągnięcia i mankamenty, jeśli chodzi o prace domowe. Sam jest perfekcjonistą, i jak on zrobi, to nie ma... no nie ma mocnych. Przyznaję, jeśli to on pucuje podłogę, to lśni skubana. Ale, że większość obowiązków domowych spada na mnie, to cóż. Ciągle się uczę.

Jestem taką, sorry, że brzydko napiszę, chujową panią domu z aspiracjami. Kiedyś bałaganiara, dziś planuję z pieczołowitością domowe obowiązki. Kiedyś zajadająca zupki chińskie, dziś codziennie wyrabiam ciasto na bułki szukając receptury idealnej (podzielę się, jak znajdę!). Kiedyś gospodyni urządzająca imprezy z cyklu: Bring Your Own Bottle, dziś serwująca obiad urodzinowy składający się z 10 dań. Kiedyś dziewczyna, o której przyszłość jako żony martwili się rodzice, dziś kobieta, która całkiem nieźle sobie w tej roli radzi.

Dalej zdarza mi się czegoś nie dopatrzyć. Wciąż niektóre rzeczy leżą miesiąc na komodzie, czekając, aż znajdę im odpowiednie miejsce. Ciągle zdarza mi się wrzucić białą skarpetkę do czerwonego prania. Zaniedbać coś, a nawet celowo olać.

Ale kurczę. z roku na rok jestem coraz lepszą panią domu. Co z tego, że ciągle może chujową. Za to z jakimi aspiracjami!

Nigdy nie będę perfekcyjna. Ale zawsze będę najlepszą wersją samej siebie! A wkrótce pokażę Wam 3 moich najlepszych przyjaciół w walce o trofeum w teście białej rękawiczki :)

Lubię tak czasem się wypisać, prosto z serducha - mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko :)

Chujowa Pani Domu z aspiracjami
Chujowa Pani Domu z aspiracjami
Chujowa Pani Domu z aspiracjami

5 komentarzy:

  1. Weronika Woźniak7 listopada 2016 20:59

    Mnie i moje siostry tak jakos mama nauczyla, ze ktos nas czesto wyreczal - albo ona, albo babcia, ktora mieszkała z nami, albo najstarsza siostra - pedantka. co prawda mame doprowadzalo do szalu czasem, gdy gdzie nie weszla, tam pelno ubran porozrzucanych, naczynia nieumyte... a bylo nas w domu wszystkich osmioro, wiec musiala miec zlota cierpliwosc. Gdy zaszlam w ciaze mieszkalam jeszcze w domu, wiec moglam na wszystko spojrzec z innej stronym i zaczely mnie denerwowac naczynia w zlewie, buty na środku korytarza, ubrania zostawione na fotelu... a wiem o czym mowie -/moje siostry niekoniecznie zaczely zauwazac tem balagan, ktory po sobiemnie zostawialy. Siostra przyjechala, rozebrala kurtke ii rzucala ja na krzeslo, buty zostawiala w drzwiach, podobnie jej chlopak (choc dodam, ze w swoim mieszkaniu miala w miare czysto :D), druga, mlodsza, niezbyt kwapila sie, by umyc po sobie chocby kubek, o najmlodszym bracie nie wspominajac. I tak oto bedac w domu nauczylam sie, ze o swoj rewir dbać trzeba :) moj partner ma troche zbyt luzackie do tego podejście i choc jest lepiej niż na poczatku, to i tak musze powtarzac co musi zrobic. Nie mowie, ze jestem idealna, bo do tego sporo mi brakuje. Najgorsze jest jednak to,ze czesto widze co trzeba zrobic, ale zwyczajnie brak mi na to sil. Ale przyjdzie kiedys czas, ze wstane z lozka, pojde sobie zrobic kawe bez wczesniejszego mycia naczyn, bez sprzatania z blatu, by miec ja gdzie postawic, mam nadzieje, ze i mego lubego da sie do tego namowic. :D pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurcze, podziwiam, bo ja bałaganiarą byłam i bałaganiarą zostałam, choć teraz życie się na mnie zemściło i codziennie latam z mopem i odkurzaczem, bo z uwagi na alergię syna pyłku kurzu u nas być nie może.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja zawsze byłam czyściochem lecz dzieci szybko oduczyły mnie tego :) Przy nich się po prostu nie da. Rano porządek a wieczorem sajgon :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Skąd ja to znam. Sprzątania wręcz nienawidzę, więc idealnej czystości to u mnie w domu nie ma. Powiedzialabym ze mamy raczej zorganizowany nieład :)

    OdpowiedzUsuń

TOP