Magda M. blog: Osiągnąć coś wielkiego - czyli właściwie co?

8 lutego 2017

Osiągnąć coś wielkiego - czyli właściwie co?

Osiągnąć coś wielkiego - czyli właściwie co?

Ostatnio nachodzi mnie bardzo wiele życiowych refleksji. Nie wiem, czy to za sprawą ciążowych hormonów, czy dlatego, że w tym roku czeka mnie zmiana kodu w wieku ;) Analizuję tematy, które kiedyś były mi zupełnie obce, a nawet, jeśli nie były, dochodziłam przy nich do zupełnie innych wniosków.

Zawsze byłam ambitna, chciałam dużo osiągnąć, marzyłam o 'górach złota', nagrodach, blichtrze i splendorze. A może bardziej po ludzku - osiąganiu dużych sukcesów w pracy i wyjątkowo udanym życiu osobistym. Chciałam osiągnąć coś ekstra, sama chyba nie wiedziałam co, wiedziałam jedno - przeciętność - to nie dla mnie.

Gdzieś po drodze skończyłam dwa kierunki studiów, rozwijałam się, podejmowałam różne prace (choć dopiero wtedy, kiedy musiałam, bo przy tej ambicji trochę ze mnie leniuszek :)). Im dalej byłam na drodze do osiągnięcia swoich celów, tym bardziej te cele były niejasne i rozmyte. Sama nie wiem, dlaczego. Jakby straciły sens. Z wykształcenia jestem biotechnologiem - i przysięgam, że jakbym mogła, to przy wyborze tego kierunku studiów dzisiejsza ja strzeliłaby tamtejszej ja w pysk! Bo ten kierunek przyszłościowo brzmi tylko w nazwie, bardzo niewiele osób z mojego roku pracuje w zawodzie, i są to głównie osoby, które pracują na uczelni. A nie tego dla siebie chciałam. Zabrakło mi pasji i chęci. Jestem też pełnoprawnym nauczycielem języka angielskiego - i tutaj sprawdzałam się naprawdę dobrze. Żeby jednak w tej dziedzinie osiągnąć to, co chciałam, musiałabym założyć własną, niebylejaką szkołę językową, których w Szczecinie jest jakieś czterdzieści dwa tysiące ;) Zabrakło mi odwagi i determinacji. Wizja sukcesów rozmyła się i rozbiła o przysłowiowy kant dupy.

Nadszedł kolejny międzyczas. Zaszłam w ciążę. Urodziłam dziecko. Wyszłam za mąż. Teraz znów oczekuję dziecka. I bum! Wizja mi się rozjaśniła. Bo zdałam sobie sprawę, że coś wielkiego osiągam każdego dnia. Brzmi to jak największy banał, ale tak właśnie jest. Ktoś może powiedzieć, że to mózgowy budyń 'nigdy niespełnionej kobiety', pewnie kiedyś sama bym tak pomyślała. Ale dopiero mając rodzinę i dom poczułam się naprawdę szczęśliwa i spełniona. A teraz, wizja posiadania dwójki dzieci - to jest moje WOW, na które zawsze czekałam. Przeciętna rodzina dwa plus dwa. Przeciętna mama z nieuczesanymi włosami, w przeciętnych legginsach z przeciętną plamą po jogurcie dziecka na kolanie. Nieprzeciętnie zadowolona z tego, na jakie tory pokierowało ją życie.

Jeśli, tak jak ja, miałaś wielkie plany i wielkie marzenia, a teraz masz wrażenie, że jesteś stracona dla świata, natychmiast przestań tak myśleć! Rodzina to coś naprawdę wielkiego. A dzieci to największe marzenie, jakie można zrealizować, to jak lepienie z bezkształtnej masy, które czasem wydaje się bez sensu, ale efekt końcowy tych naszych starań powala na kolana!

Dzieci kiedyś wyfruną z domu, nawet, jeśli będzie ich dziesięcioro. Zajmą się osiąganiem czegoś wielkiego, tak jak niegdyś my. To nie znaczy, że wtedy nasze życie się skończy, Wtedy pojawi się nowa wizja, na którą nigdy, przenigdy nie jest za późno! Ja się zrealizuję, wiem to, najpierw w domu, przy mężu i dzieciach, tylu, ile Bóg da (ale, no dobra, na razie niech zostanie ta dwójka). A później znów coś przyjdzie mi do głowy i wyznaczy nowe cele i pragnienia, do których będę dążyć z największym zaangażowaniem. Z takim samym entuzjazmem będę co roku planować święta dla mojego największego życiowego osiągnięcia - rodziny - i będę wydawać grubą kasę, żeby sprawić jak największą frajdę prezentami dla swojej córki, drugiego i może kolejnego dziecka. Później też ich chłopaków, dziewczyn, narzeczonych, żon i mężów. A później dzieci. Moich wnuków. I patrząc na tę całą głośną gromadkę przy moim stole będę miała uczucie, że osiągnęłam coś największego i najważniejszego. I niech teraz ktoś mi powie, że jestem nudna i stracona dla świata! Ha! W życiu!

A teraz kilka słów o blogowaniu - jeśli nie interesuje Cię, jak do tego podchodzę, możesz od razu pominąć ten fragment :) Zaczynając pisać bloga też miałam zamiar rozwinąć go i stać się jedną z tych TOP. Z biegiem czasu zaczęłam poznawać blogosferę i zauważać, na czym to wszystko polega. Pisanie jest fajne. Jeśli ktoś Cię czyta, to już w ogóle jest ekstra. Jak zarabiasz cokolwiek na swoich wypocinach, to już poziom ekspert, a przynajmniej junior-ekspert. Jedno w blogosferze jest pewne. WSZYSTKO już zostało powiedziane (napisane). Na jeden temat znajdziemy sześćset pięćdziesiąt wpisów. Wiesz, jak trudno się przebić? MA-SA-KRYCZNIE. Osiągnąć coś wielkiego? Prawie niemożliwe. Już prawie kończyłam z blogowaniem, bo spadające statystyki, bo brak rozwoju i zainteresowania ze strony reklamodawców, bo nie było wielkiego wow. A potem trafiłam na tekst najpopularniejszej (co ważne - kiedyś) blogerki parentingowej. A, co mi tam, ten tekst. I ona tam tak ładnie i mądrze napisała, że przecież po co stawać do wyścigu szczurów, w którym i tak nie ma się szansy wygrać. I tu wcale nie chodzi o wielką determinację i bycie fajnym. Tu chodzi, tak zwyczajnie, o wielką kasę. Bo żeby wyciągnąć, trzeba włożyć. Dużo włożyć. A ja wkładać nie chcę i nie zamierzam, i tu nasunęło mi się pytanie - 'czego Ty właściwie oczekujesz od tego bloga, babo? Kasy? Sławy? Poklasku?' No kurde przecież, że nie. Chcę, żeby ktoś mnie czytał i czasem dał znak, że czyta, lubi i docenia to, co robię. Wczoraj usłyszałam bardzo miłe słowa, od kogoś z branży, że mój blog ma duszę, i wiesz, jak to uskrzydla? Bo ja tu naprawdę z serca piszę. Do Ciebie! Nie musisz mnie czytać, a to, że chcesz, to dla mnie bardzo miłe! A jak nie chcesz, to nie czytaj, nie obrażę się i nie będę straszyć w nocy, nie będę też płacić za fanów, najwyżej będzie czytała mnie tylko mama i teściowa ;) Aaa i jeszcze jedno. Lajfstajl się nie sprzedaje. Sama rzadko czytam wpisy lajfstajlowe (takie jak ten ;)). Nie mam na to czasu. Żeby wpis, a tym samym blog, był poczytny i chwytliwy, naprawdę trzeba się OSTRO narobić. W blogowaniu osiągnąć coś wielkiego - to pojęcie bardzo względne. Dla jednych to współprace za kasę, dla innych dostawanie darmowych gadżetów, dla innych jeszcze coś innego. Ja osiągnęłam ten punkt, w którym jestem zadowolona i nie mam parcia ani na to, żeby to wszystko zamykać w cholerę, ani na to, żeby szybować w górę ;) To dla mnie coś wielkiego.

Chyba nigdy się tak nie rozpisałam! Jeśli wytrwałaś/wytrwałeś do końca, to chapeau bas! A teraz zmykaj, osiągać coś wielkiego, tak jak ja! :) Możesz też obejrzeć kilka fotek z naszego zimowego wyjazdu :)

Osiągnąć coś wielkiego - czyli właściwie co?
Osiągnąć coś wielkiego - czyli właściwie co?
Osiągnąć coś wielkiego - czyli właściwie co?
Osiągnąć coś wielkiego - czyli właściwie co?
Osiągnąć coś wielkiego - czyli właściwie co?
Osiągnąć coś wielkiego - czyli właściwie co?
Osiągnąć coś wielkiego - czyli właściwie co?
Osiągnąć coś wielkiego - czyli właściwie co?
Osiągnąć coś wielkiego - czyli właściwie co?
Osiągnąć coś wielkiego - czyli właściwie co?
Osiągnąć coś wielkiego - czyli właściwie co?
Osiągnąć coś wielkiego - czyli właściwie co?
Osiągnąć coś wielkiego - czyli właściwie co?
Osiągnąć coś wielkiego - czyli właściwie co?
Osiągnąć coś wielkiego - czyli właściwie co?
Osiągnąć coś wielkiego - czyli właściwie co?
Buziaki,
MagdaDarmowy hosting zdjęć

33 komentarze:

  1. Sylwia Antkowicz8 lutego 2017 10:38

    Widze, że nie tylko ja nie jestem pewna, czy wybór studiów był dobrądecyzją. Albo wiem, że nie do końca przemyslaną. Ciężko jest zdecydować się na coś mając 19 lat

    OdpowiedzUsuń
  2. Zakochałam się w tych zdjęciach, pieknie napisane. Cudwone kadry, śliczna córka, fajny facet, czego chcieć więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. wow! dWA KIERUNKI STUDIÓW, PODZIWIAM :) jA SKOŃCZYŁAM JEDNE I MIAŁAM DOŚĆ :) Masz rację, jesli wszsytkie plany się nie zrealizowały wcale nie jesteśmy stracone i faktycznie, przebić się w blogosferze jest masakrycznie cieżko :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak to już w życiu jest, że nasze plany i aspiracje się zmieniają, bo my się zmieniamy:) Ja zapewne, kiedy już będę mogła mieć "święty spokój", o którym teraz marzę, nie będę siedzieć w miejscu:) A co do blogosfery - każdy w końcu dochodzi do takich wniosków jak Ty:) I fajnie, bo chyba znowu blogosfera staje się miejscem dla pasjonatów, a nie miejscem gdzie dobrze się zarabia!:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam podobnie 😊 z tą różnicą że raczej nie pokładałam w ogole życiowych planów z naszym kierunkiem studiów. Dlaczego go wybrałam? Długo również biję się po głowie że mogłam wykorzystać ten czas lepiej 😉 ale teraz jestem najszczęśliwsza na świecie że mam wspaniałe dzieciaczki i rodzinke 😊 i zaglądam tu bo miło się Ciebie czyta i miło jest zobaczyć że u koleżanki ze studiów tak się fajnie układa 😊 pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Zuzanna Kwiatkowska8 lutego 2017 20:47

    Nie mam wprawdzie dzieci i póki co nie planuję, więc na temat samego macierzyństwa się nie wypowiem, ale samo stwierdzenie, że każdego dnia osiągamy coś naprawdę wielkiego jest w 100% prawdziwe- czy będzie to bycie mamą, czy zatroszczenie się o własny związek, czy jeszcze coś innego :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dla mnie sukcesem było zdecydowanie zrealizowanie marzenia, które towarzyszyło mi od dzieciństwa, czyli zostanie pisarką. Ale ten mój największy sukces, to moja rodzina :)
    I dlatego czuję się ogromnie spełniona :)
    Fotki piękne!

    OdpowiedzUsuń
  8. Jaaa. Przeczytałem do konca! Wlasnie zrobilem cos wielkoego. Ze szkola jezykowa to nieglupi pomysl mimo konkurencji. Jak z gastronomia. Na kazdym kroku sa budki z jedzeniem, a ludzie i tak wybierają ta najlepsza;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Widzisz, tak właśnie funkcjonuje dzisiejszy świat... Nakazuje nam osiągać spektakularne sukcesy, takie których inni nam będą zazdrościć.... Nikt przecież nie będzie ci zazdrościł jeśli powiesz, że się spełniasz w byciu matką a rodzina daje ci szczęście. Ale już dalekie podróże, wysokie stanowisko albo medialna sława - to są rzeczy wow. Najważniejsze żebyś Ty nie oglądała się wstecz i nie myślała "co by było gdyby". Trzeba szukać szczęścia tu i teraz. Pozdrawiam :)

    http://matkowac-nie-zwariowac.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Każdy ma swój plan na blogowanie :) Foty piękne

    OdpowiedzUsuń
  11. Bo największym wyzwaniem jest bycie mamą :)
    Też po wieloletnim szarpaniu się sama ze sobą do tego doszłam. Po czterdziestce :)

    OdpowiedzUsuń
  12. fajnie się czytało :) masz naprawdę lekkie pióro. Myślę, że wpadnę tu jeszcze nie raz. Ja dopiero zaczynam swoją przygodę z blogowaniem. Myślę co z tego będzie. Może skończy się to na pięknie aktywnym roku, a może zacznie się przygoda z biznesowym podejściem. Nie wiadomo. Ps. fajna zimowa wyprawa :) :) :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Wow, gdzie wyście były, że aż takie śniegi??? :D
    Też ostatnio mam takie przemyślenia. Raz - że blogosfera mnie mocno rozczarowała, a dwa - moje pierwsze świadome życiowe pragnienie dotyczyło założenia rodziny. Więc czuję, że mój sukces odniosłam. I teraz będzie tylko lepiej :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Dziękuję i trzymam kciuki za Ciebie! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Dobrze, że już się ze sobą nie szarpiesz :) Nie można było tak od razu, ile nerwów byśmy sobie zaoszczędziły ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Być może jeszcze kiedyś wrócę do tego pomysłu. Na razie czekam na nowego członka rodziny i to mój absolutny 'karierowy' priorytet ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Cieszę się, że zaglądasz, fajnie by było kiedyś się spotkać przy okazji z dzieciakami :) Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
  18. A ja przeczytałam od deski do deski i wiesz co? Dawno nie czytałam nic tak mądrego!
    Ostatnio też się zastanawiam po co, na co i komu piszę, z kim rywalizuję i o co? Ja też nie chcę żyć blogiem, mam swoje inne sprawy, mam rodzinę, pracę i inne hobby. On chyba zawsze będzie moją pasją, taką odskocznią od wszystkiego. Nie chcę być też niewolnikiem Social Mediów, śmieszy mnie, że jedząc sushi niektórzy robią zdjęcie PRZED KAŻDYM kawałeczkiem i wrzucają na Snapa. Mimo wszystko poznałam wiele cudownych dziewczyn właśnie tu, w blogosferze i nie oddałabym tego za nic :)

    OdpowiedzUsuń
  19. naszebabelkowo.blogspot.com11 lutego 2017 08:01

    Bardzo, ale to bardzo się z Tobą zgadzam. Ja też miałam kiedyś niesłychanie wielkie plany i wybujałe ambicje - i też wybrałam kierunek studiów,który w życiu absolutnie do niczego mi się nie przydał (teraz wprawdzie robię kolejne, ale też nie wiadomo, jak to będzie ze znalezieniem pracy w zawodzie). I z perspektywy czasu uważam, że i tak rodzina jest najważniejsza - i że żaden tak wany "sukces" nie zrekompensuje Ci braku bliskich osób obok Ciebie. Odnośnie blogosfery - temat rzeka. Odnoszę wrażenie, że niektórzy wyznają to zasadę "po trupach do celu" - i też nie chcę w tym bezwzględnym wyścigu uczestniczyć.

    OdpowiedzUsuń
  20. Dzieci to jest etap, cudowny. Ten czas kiedy biorą wszystko trwa krótko, potem na całe życie ma się najbardziej wyjątkowe relacje na świecie!

    OdpowiedzUsuń
  21. Niespecjalnie chcę mieć dzieci, a już na pewno nie uważam, że to "największe marzenie, jakie można zrealizować", ale rozumiem, że inni czują inaczej. Pięknie piszesz i Twoje zdjęcia rodzinne są urocze. Gratulacje wymarzonej dwójki pociech i wszystkiego co najlepsze!

    OdpowiedzUsuń
  22. Katarzyna Mirek12 lutego 2017 17:05

    Pięknie wyglądacie :-) a tekst ważny i od serca ciężko było nie dotrwać do końca

    OdpowiedzUsuń
  23. jak to mawial moj profesor :"studia są wstepem do rozmowy, to co zrobicie po to zupelnie inna historia "

    OdpowiedzUsuń
  24. Wiesz, ja też tak nie uważałam, nigdy! I jestem w stanie Cię zrozumieć, sama kiedyś widziałam w swoim życiu dzieci za bardzo gęstą mgłą ;) Najważniejsze, żeby znaleźć się w odpowiednim miejscu i być z tego zadowolonym :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Mam bardzo podobne odczucia do Twoich :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Time For Spain14 lutego 2017 13:38

    Tez przeczytalam Twoj teks do konca i wcale sie przy tym nie meczylam! Fajnie piszesz, masz piekna corke i robisz dobre zdjecia. Jako mama zostaje Twoja czytelniczka. Pozdrawiam serdecznie. Sylwia

    OdpowiedzUsuń
  27. Kochana dla każdego "sukces" jest czymś innym. Często rozumiemy sukces jako coś wielkiego. Wielki dom z basenem, pięcie się po szczeblach kariery itd.. dla wielu to jest sukces. Myślę, że to trochę przerysowana definicja. Ważne, aby znaleźć swoją własną, unikalną. :) To klucz do sukcesu :) Miłego dnia Kobieto Sukcesu! :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Oj Madzia, Madzia.... cudowny tekst. Z resztą wiesz jak dobrze to rozumiem, bo ostatnio nawet o tym rozmawiałyśmy. Uwielbiam Cię czytać, więc jak coś to zostaną Ci mama, teściowa i ja ;-)

    OdpowiedzUsuń
  29. Ilona Wróblewska16 lutego 2017 20:49

    Najważniejsze jest to, żeby człowiek czerpał satysfakcję z tego co robi, a nie męczył się. Blogowanie to ciężka praca, ale jednak daje satysfakcję, jeżeli wiesz, że ktoś czyta Twoje wpisy i mówi, że super piszesz i to Cię uskrzydla. Tyle tylko, że nie można się zatracić w tym wszystkim :) Zgadzam się w 100% z tym co napisałaś!

    OdpowiedzUsuń
  30. Cudne fotki, powiem Ci, że mnie też nachodzą ostatnio takie refleksyjne dni... Chyba się starzejemy ;) :*

    OdpowiedzUsuń

TOP