Magda M. blog: Podsumowanie I trymestru ciąży

20 lutego 2017

Podsumowanie I trymestru ciąży

podsumowanie pierwszego trymestru

Pierwszy trymestr ciąży zakończony! Już jakiś czas temu, bo publikując ten post właśnie zaczynam 20 tydzień. Czas na podsumowanie. Kiedy zdecydowałam się ujawnić Wam nasz największy sekret byłam już po ponad miesięcznym odwyku od komputera i szeroko pojętych social media. Zgadnijcie, dlaczego?

Bo pierwszy trymestr drugiej ciąży wspominam TRA-GI-CZNIE!!! O ciąży dowiedziałam się na początku 5 tygodnia. Przez pierwsze dwa tygodnie, kiedy wiedziałam o swoim odmiennym stanie, fruwałam nad ziemią, czułam się świetnie i nic nie zapowiadało nadchodzącego załamania. Cieszyłam się, że klasyczne objawy nie uprzykrzają mi życia i nastawiłam się na to, że ta ciąża minie mi spokojnie, szybko i miło. O, głupia ja. Jak zwykle zaczęło się zabawnie.

A później było mi coraz mniej do śmiechu. Na początku nawet nie było tak źle, tylko jadłam, bo musiałam, a nie dlatego, że miałam na cokolwiek ochotę. Jak już przyszła mi chętka na coś na ząb, zazwyczaj był to sos serowy z paczki, hamburger (najlepiej taki najtańszy, z dworca PKP), kebab albo piwo. Od razu stwierdziłam, że na pewno będzie chłopak. Bo która mała księżniczka miałaby ochotę na takie żywieniowe bezeceństwa? Tutaj jeszcze nie możemy być pewni, czy urodzę typowego chłopa, czy babę o niewyszukanych gustach kulinarnych - o tym przeczytacie za około miesiąc ;)

Ale co tam jedzenie! Rano nie miałam siły zwlec się z łóżka. Chociaż w tym miałam małego pomagiera w postaci trochę ponad-dwuletniej Majki. Ale powiem Wam, że jedynie zwleczenie się z tego łóżka sprawiało, że w ogóle funkcjonowałam. Szczegół, że po odwiezieniu młodej do żłobka przyjmowałam pozycję półleżącą i w niej spędzałam większość dnia. Jedzenie? Albo coś super-fast, żeby nie paść z głodu (hamburger? mniam!), albo żarcie z dowozem. Też zdrowo, no nie? Ale przynajmniej coś jadłam. Byle do 16, bo później ktoś przewracał mi trzewia na drugą stronę i każda próba przemycenia czegokolwiek do otworu gębowego kończyła się odruchem wymiotnym.

Pisanie nowych postów? Praca przy komputerze? Ha, ha, ha! Niewygodnie tak, leżąc na sofie. A tak serio, nie miałam ani siły, ani ochoty, ani motywacji. Każdy dzień zaczynałam z myślą o tym, żeby jak najszybciej się skończył.

A najgorsze było chyba to, że przestałam spać w nocy! Noc uważałam za udaną, gdy przespałam choć 2 godziny. Każda minuta w nocy ciągnęła się niesamowicie i mimo koszmarnego zmęczenia nie byłam w stanie zasnąć. Jeszcze Majka w tym okresie zaliczyła 2 zapalenia oskrzeli i większość czasu siedziałam z nią w domu. Przyświecało mi motto 'Kill me, now'. Wszystkie te rzeczy sprawiły, że nie mogłam cieszyć się wyczekaną ciążą! Do tego hormony, i zamiast uśmiechniętej ciężarówki w lustrze widziałam rozgoryczoną, zmęczoną, wstrętną jędzę.

Wizyta u ginekologa... No pewnie, że nie dotrwałam do pierwszej wyznaczonej. Moje ciąże mają to do siebie, że nigdy nie są nudne, a jak nie są nudne, to znaczy, że coś się dzieje. Tak było i tym razem. Delikatne plamienie wprawiło mnie w popłoch i do lekarza jechałam na sygnale (i nie, nie przyszło mi do głowy spytać na fejsbuku, co powinnam zrobić w tej sytuacji). Na szczęście okazało się, że to nic, naprawdę nic, miły, mądry pan doktor zapisał mi luteinę 'na wszelki wypadek' i odesłał do domu kategorycznie zakazując zamartwiania się.

Ale, że to nie takie proste, i tak się martwiłam przyjmując obronną pozycję, oczywiście na kanapie.

My tu śmiechy, chichy, ale naprawdę, pierwszy trymestr, a nawet początek drugiego, to był dla mnie najcięższy fizycznie czas w życiu. Opuściły mnie wszelkie siły, a wraz z nimi chęci i wena do robienia czegokolwiek. Przy życiu trzymała mnie córka i nadzieja, że wraz z nadejściem drugiego trymestru będzie lepiej, tylko lepiej.

A pierwszy dzień drugiego trymestru przywitał nas krwawieniem... Ale o tym przeczytacie w podsumowaniu drugiego trymestru.

Pomarudziłam i ponarzekałam trochę (o narzekaniu też wkrótce przeczytacie ode mnie kilka słów), już mi lepiej, i wiedzcie, że to tylko po to, żeby usłyszeć od choć jednej z Was 'Też tak miałam!'. W ciąży wyjątkowo potrzebujemy zrozumienia, a kto lepiej zrozumie ciężarówkę, jak nie inna ciężarówka! Jeśli mnie śledzicie, to wiecie, że z ciąży cieszę się najbardziej, jak tylko można, a ponarzekać tak już po ptakach, sobie lubię - kto ciężarnej zabroni? ;)

podsumowanie pierwszego trymestru
podsumowanie pierwszego trymestru
podsumowanie pierwszego trymestru

40 komentarzy:

  1. Przypomniałaś mi moją trzecią ciążę. Dwie pierwsze - cud, miód, a trzecia... oj, młody porządnie dał mi w kość ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kulinarny Oliwek20 lutego 2017 14:22

    Faktycznie Twoja ciąża daje Ci popalić ;) Trzymaj się dzielnie na froncie i duuuużo zdrowia i siły życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. To ja ci powiem, że u mnie pierwszy trymestr to była bajka, a każdy następny coraz gorzej. W pierwszym jedyne co to senna byłam i duuużo spałam. Apetyt mi dopisywał, mdłości nie miałam, za to sił sporo. Niestety w drugim trymestrze się to zmieniło, pojawiły się mdłości, silne bóle brzucha, straciłam apetyt. I z miesiaca na miesiąc coraz gorzej. To znaczy nie jest tak non-stop. Przez np. 2 tyg czuję się w miarę ok, jedynie męczą lekkie dolegliwości, a później 2 tygodnie nie mogę nic jeść ani z łóżka wstać. Ale cóż, każda ciąża jest inna :) Ty jesteś w połowie a mi został jeszcze ostatni miesiąc :) Życzę ci, żeby następne miesiące były dla ciebie bardziej łaskawe :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Haha, jak zwykle z humorem mimo, że pierwszy trymestr Cię nie rozpieszczał. Pamiętaj, że już półmetek i teraz to będzie bliżej niż dalej. Niebawem będziemy obie spacerować z wózeczkami po Szczecinie i tęsknić za wielkimi ciążowymi brzuchami. PS: zazdroszczę Ci tego żłobka!

    OdpowiedzUsuń
  5. Współczuję 😘 moja druga ciąża to był hardcore, zamiast tyć chudłam. Od rana do popołudnia przytulałam się do wc... Odrzuciło mnie od wszystkiego z wyjątkiem sera żółtego 😂 I tak przez 6 miesięcy. W sierpniu śliniłam się na zapach koszonej trawy i tonami jadłam jabłka. W 7 miesiącu roztyłam się jak krowa, pewnie przez ten ser żółty 😉 Od 8 zdychałam i pragnęłam urodzić bo bolało mnie wszystko, jednocześnie zaciskając nogi żeby nie urodzić bo za wcześnie... Trzymaj się dzielnie! Już niedługo koniec 😘

    OdpowiedzUsuń
  6. Właściwie to jak u mnie.. Jestem teraz w 23 tc dopiero od niedawna jest okej jeśli chodzi o moje jakiekolwiek siły do czegokolwiek ;) co lepsze , też mam córkę ledwo ponad dwa latka, ona nie ma litości ;) na poczatku zasypialam właściwie wszędzie , a już na pewno blisko było na dziecięcym dywanie kiedy mała układała np klocki , oj jaka to była walka żeby faktycznie nie zasnąć :( Poranki tragedia , gdyby nie ta mała moja dwulatka sądzę ze z łóżka nie byłoby takiej siły która mogłaby mnie wyciągnąć ...:) więc śmiało mogę powiedzieć "tez tak miałam" pozdrawiam i wytrwałości życzę

    OdpowiedzUsuń
  7. A wiesz, ja też tak miałam! ;) a tak na poważnie, to faktycznie I trymestr Cię nie rozpieszczał... Sama zastanawiam się jak to będzie u mnie wyglądało podczas drugiej ciąży. CIąży, która już nie będzie taka przyjemna, bo młody mały człowiek będzie wymagał opieki ;) Powodzenia dla Ciebie! :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetne podsumowanie ;) choć...ja uważam, że każdy etap ciąży ma w sobie coś, za czym nigdy nie będę tęsknić :P
    Życzę wiele zdrowia :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja na szczęście czułam się świetnie przez całą ciąże. Pod koniec tylko nie mogłam siedzieć przy komputerze bo brzuch przeszkadzał.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciąża mogłaby się zaczynać od drugiego trymestru :D. Ja też ciężko to przeżyłam. Chociaż akurat u mnie ze snem nie było problemu.. Jak nie musiałam iść do pracy to i spanie przez 24 godziny nie wystarczało. Ale i tak najgorsze były nudności.. Całą dobę i nic nie pomagało. Mam nadzieję, że teraz będzie tylko lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Matka bez lukru21 lutego 2017 14:23

    Oj, ja też nie wspominam najlepiej początków ciąży. Zwłaszcza, że najgorszy czas przypadł na Boże Narodzenie. Szykowanie kolacji Wigilijnej gdy wszelkie zapachy i smaki działają wymiotnie jest lekkim hardcorem :)

    OdpowiedzUsuń
  12. No nieźle. Zawsze myślałam, że boję się rodzenia. Teraz to nawet boję się zajść w ciążę ;)
    Powodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja z synem w brzuszku czułam się świetnie, za to córka dała popalić... Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  14. Czyli moje poranne mdłości, to pikuś. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. ja w mojej ciazy mialam podobnie, wiec mogę napisać "Też tak miałam" i najlepiej rozumieją cię aktualne lub byłe ciężarówki :) i do dzis pamiętam pierwsze plamienie które miałam. Ktoś ci moze powiedziec "nie denerwuj się" - ale jak mozna to zrobic?
    Pierwszy trymestr był dla mnie najgorszy pod względem stresu. Bałam sie poronienia, komplikacji. Ahhh ciezko sie to wspomina, teraz zastanawiam sie czy nie przesadzałam? lecz najwazniejsze jest to, ze mała istota jest cała i zdrowa :)
    czekam na relacje z 2 trymestru :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Trzeba się tylko cieszyć ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Chyba niezależnie od płci, każda ciąża jest inna :) U mnie córka była 'grzeczna' w brzuszku, ciekawe, co teraz się wykluje ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Nawet nie lekkim, powiedziałabym ;) Ja całe święta Wielkanocne w poprzedniej ciąży jadłam chleb z szynką, nic innego mi nie podchodziło ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Hihi, snu w pierwszym trymestrze nigdy za wiele!

    OdpowiedzUsuń
  20. Pozazdrościć takiego przejścia ciąży! :)

    OdpowiedzUsuń
  21. To prawda! :) Dziękuję bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
  22. No właśnie, pierwsza ciąża to luksus, nawet, gdy człowiek nie czuje się najlepiej ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Haha, też zdarzało mi się przysypiać podczas zabawy :D

    OdpowiedzUsuń
  24. Niektórzy mówią, że ostatni miesiąc najgorszy... trwa jakieś 3548 dni :D Ale liczę na to, że i Ciebie i mnie oszczędzi :*

    OdpowiedzUsuń
  25. Niby każda ciąża inna, ale na myśl o kolejnej jakoś... strach. U mnie była masakra aż do początku 9 miesiąca, kiedy to organizm zgodził się na przyjmowanie posiłków (pod warunkiem, że przez posiłek rozumiemy kawałek arbuza). Ehh. Ale za to teraz spoglądam na mojego cudownego Chłopca, który słodko drzemie :) Trzymaj się ciepło

    OdpowiedzUsuń
  26. No cóż, też jestem w drugiej, 35 tydzień... Swoją pierworodną księżniczkę karmiłam hamburgerami, pizzą itd... i ma teraz niezwykłe upodobanie do mięsa (a propo twojej sugestii że jak fast-foody to będzie chłopak), natomiast teraz na początku zajadałam się słodyczami, potem jabłkami (za którymi nie przepadam szczególnie) i... będzie chłopak :) Plamienie zaliczyłam w jednej i drugiej ciąży, więc twój stres rozumiem :) Na szczęście ominęły mnie wymioty, natomiast zgaga i puchniecie stóp chciały i chcą mnie nadal wykończyć. Pozdrawiam :)

    http://matkowac-nie-zwariowac.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  27. Melduję Gotowość22 lutego 2017 13:30

    Wyglądasz pięknie. Życzę Ci żeby teraz było już tylko lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  28. Matka bez lukru22 lutego 2017 20:19

    Hahaha... Doskonale Cię rozumiem :) Ja wtedy na Wigilię jadłam biały ser z pomidorem! Żywiłam się tak prawie miesiąć :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Całą swoją ciążę wspominam nieco słabo :( Do tego stopnia, że teraz boję się zajść w kolejną :P :P :P. Poranne mdłości męczyły mnie właściwie przez 9 miesięcy :( Do tego w okolicy 7 miesiąca zaczęła się straszna zgaga, która nie dawała mi normalnie funkcjonować. Krwawienia też niestety znam z autopsji. NO, ale co zrobić. Życie ;) tak się rodzi życie :D

    OdpowiedzUsuń
  30. Ja swoją pierwszą ciążę Też źle znosilam brak snu brak sił brak humoru.

    OdpowiedzUsuń
  31. Dla mnie chyba pierwszy był najgorszy, miałam tak potworne zgagi i mdłości, że w ogóle nie mogłam normalnie funkcjonować.

    OdpowiedzUsuń
  32. Wiem o czym mówisz! Pierwszą połowę ciąży przeleżałam bez sił, potem było trochę lepiej z samopoczuciem, ale z kolei nie mogłam spać, więc też byłam zmęczona. Uśmiechałam się tylko kwaśno, kiedy ktoś doradzał odpoczynek w ciąży, bo potem wiadomo, przy dziecku ciężko ;)

    OdpowiedzUsuń
  33. nie miałam tak :( a smutek tylko dlatego, że Ty musiałaś przez to przechodzić! Ani w jednej ani w drugiej ciąży nie wymiotowałam ani razu. Mdłości co prawda mnie męczyły, ale dało się je znieść. Najbardziej zapamiętałam, mnie trupa na dywanie, bawiącą się lego duplo, w pozycji siedzącej nie dało rady :D

    OdpowiedzUsuń
  34. Piękne masz logo, poza tematem. Jeżeli chodzi o ciążę to ja pierwszą połowę ciąży drżałam o maluszka, byłam na podtrzymaniu. Potem była cukrzyca i dieta, a na koniec bessenne noce. Ale dla mnie to był magiczny czas.

    OdpowiedzUsuń
  35. naszebabelkowo.blogspot.com2 marca 2017 18:53

    Nie znam się na ciąży, ale wiem na pewno, że wyglądasz kwitnąco :) Mam nadzieję, że w kolejnych miesiącach dolegliwości nie będą dla Ciebie aż tak dotkliwe.

    OdpowiedzUsuń
  36. Magdo pisze do Ciebie z pytaniem dosc specyficznym. Moja zona bardzo nie chce spozywac zadnych lekow, suplementow itp bo twierdzi, ze dieta wszystko zalatwi. Jej siostra namaiwia ja na pregne plus.Ktore podejscie uwazasz za wlasciwe? Zaczynam sie martwic...

    OdpowiedzUsuń
  37. Maćku, ja tam zawsze w takich kwestiach słucham lekarza, więc biorę ten suplement, ale przyznam szczerze, że nie codziennie. Też wiele na ten temat czytałam i dopóki wyniki kobiety są w porządku, sama nie wiem czy bym się niepokoiła. Suplementacja jest na pewno potrzebna na początku ciąży (kwas foliowy do rozwoju cewy nerwowej) i w trakcie całej ciąży (DHA - ważne m.in. przy rozwoju intelektualnym - bo tego składnika raczej nie dostarczymy w odpowiedniej ilości w diecie). Znam wiele przypadków, że kobieta w ogóle nie brała suplementów ani witamin i wszystko było ok. I na odwrót. Nie ma reguły, jak to w życiu. Dbaj o swoją żonę i pilnuj, by dobrze, jakościowo jadła, monitorujcie wyniki... a z suplementami - ja bym brała, ale zdaję sobie sprawę, że niektórzy nie chcą. Moim zdaniem bardziej mogą pomóc niż zaszkodzić. Dużo zdrowia dla Was!

    OdpowiedzUsuń

TOP