Magda M. blog: Na R ze szczypcami. O niewyobrażalnym strachu, nadziei i walce

28 kwietnia 2017

Na R ze szczypcami. O niewyobrażalnym strachu, nadziei i walce

Na R ze szczypcami. O niewyobrażalnym strachu, nadziei i walce

Nowotwór. Rak. Na samo słowo wzdrygam się z przerażeniem. Bo to właśnie choroba jest tym, czego boję się najbardziej. A jeśli w grę wchodzi życie mojego dziecka, ten strach jest nie do opisania. Opowiem Ci, co przeżyliśmy trzy miesiące temu. Było strasznie, choć z happy endem. Ale nie wszyscy mają tyle szczęścia...

Pod koniec stycznia wybraliśmy się na krótki urlop do Karpacza. Było miło, sielsko, zimowe krajobrazy zapierały dech w piersiach, spędzaliśmy czas rodzinnie celebrując chwile jako rodzinka jeszcze 2+1, choć już oczekująca na kolejne szczęście.

W przeddzień wyjazdu spotkaliśmy się ze znajomymi i rówieśniczką naszej Mai, dziewczynki bawiły się beztrosko, tańcząc, skacząc i przekomarzając w blasku ognia z kominka. My, rodzice, wesoło rozmawialiśmy dokumentując harce naszych dziewczyn. I to przeklęte światło właśnie! A raczej jego brak!

Zazwyczaj robię Mai zdjęcia bez flesza, w świetle dziennym. Tamto miejsce było ciemne i klimatyczne, ogień z kominka i małe lampki były jedynymi źródłami światła. Więc telefony automatycznie włączały lampę błyskową.

Gdy zobaczyłam zdjęcia, jakie zrobiłam, uśmiech automatycznie zszedł mi z twarzy. Na kilku ujęciach, w różnych ustawieniach, oczy mojej córki świeciły jak reflektory! Oczy drugiej dziewczynki pozostawały bez zmian. Wiedziałam, że to źle. W internecie ostatnio głośno było o kilku akcjach walki z siatkówczakiem u dzieci. Siatkówczakiem. Nowotworem oczu. Możesz tylko domyślać się, co poczułam w tamtym momencie.

Do końca wyjazdu humory mieliśmy raczej kiepskie, na szczęście już dwa dni później udało nam się odwiedzić specjalistę. A nawet dwóch. Diagnoza - w oczkach nic nie ma! Kamień jaki spadł mi wtedy z serca był tak ciężki, że nie umiem tego opisać. Ulga, jaką poczuliśmy wszyscy była przeolbrzymia. Zapisaliśmy małą jeszcze do znanej pani profesor, żeby zrobić jej więcej badań, ona również uspokoiła nas, że tu o siatkówczaku nie ma mowy. Słowo na R uciekło z naszych głów i koszmarów sennych. Oby na zawsze.

Jednak nie wszyscy mają tyle szczęścia.

Dosłownie dziś rano dostałam w głowę informacją o chorobie córeczki mojej koleżanki. Julcia ma dwa latka. I nowotwór mózgu. A wszystko zaczęło się od... wymiotów. Diagnoza z zatrucia szybko zmieniła się w guz IV komory mózgu. Guz został wycięty, jednak komórki nowotworowe wciąż pustoszą malutkie ciałko Julki. Z pełnej życia dziewczynki stała się niemowlakiem w ciele dwulatki. Tylko leczenie i rehabilitacja są w stanie ją uratować, a przed tą dzielną małą jeszcze rok chemio i radioterapii.

Nie potrafię sobie tego wyobrazić. Apeluję do moich czytelników, większość z Was jest rodzicami, jeśli możecie wspomóżcie konto Julki na siepomaga. Razem mamy wielką szansę pomóc dziewczynce wrócić do zdrowia i normalnego życia! A to TYLKO pieniądze! Będę też wdzięczna za modlitwę i wszelkie słowa wsparcia dla jej rodziców. Wierzę, że mała z tego wyjdzie, jest dzielna i silna, ta historia musi mieć szczęśliwe zakończenie!


Po co ten post? Z chęci pomocy. Ale jest też drugie dno. Nie bagatelizuj błahych z pozoru objawów! Nawet świecące na zdjęciu oczy czy wymioty mogą oznaczać coś niedobrego, Jeśli z Twoim dzieckiem niepokojąco długo coś się dzieje, nie szukaj porad w internecie, idź do lekarza, domagaj się badań, wnikliwości. Nie doszukuj się wszędzie problemów, ale zdawaj sobie sprawę ze strasznych czasem możliwości.

Na koniec pokażę Ci zdjęcie, które wzbudziło mój niepokój. Żaden z lekarzy, którym je pokazałam, nie zbagatelizował sprawy. Zostaliśmy potraktowani poważnie i profesjonalnie. A to tylko zdjęcie.

Na R ze szczypcami. O niewyobrażalnym strachu, nadziei i walce
Wszystkim Wam i Waszym rodzinom życzę zdrowia! Prosząc o wsparcie dla małej Julki raz jeszcze.

23 komentarze:

  1. Piękny i ważny tekst !

    OdpowiedzUsuń
  2. Serce ściska i gula w gardle :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Magdalena Kuprewicz, Anna Rozd28 kwietnia 2017 11:16

    Ważny tekst!

    OdpowiedzUsuń
  4. Rak to coś, czego również boję się najbardziej. Dużo siły dla Julki i jej rodziców!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ugotowanepozamiatane.pl28 kwietnia 2017 11:53

    Super, że wszystko się dobrze skończyło

    OdpowiedzUsuń
  6. Jej, jakie to okrutne ... taka piekna dziewczyna a już tyle ją spotkało. Zawsze sobie powtarzam, że jak mamy ZDROWIE to mamy WSZYSTKO ! dużo zdrowia i serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
  7. Choroba jest zawsze niesprawiedliwa... :( Oby się wszystko ułożyło. Trzymam kciuki za córeczkę koleżanki. <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Dltego Na zdrowiu dzieci nigdy nie oszczędzam. Bankujemy krew pepowinowa, kupuję lepsze szczepionki. Chce zrobić wszystko co w mojej mocy, aby im pomoc. Nie wyobrażam sobie co muszą czuć rodzice chorych dzieci:(

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie miałam o tym pojęcia :O ciekawy post.

    OdpowiedzUsuń
  10. Doceńmy to, że mamy zdrowe dzieci, ale też bądźmy wrażliwi na problemy innych :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Brawo dla ciebie za zauważanie takich rzeczy i reakcję, lepiej być nadpobudliwym niż bagatelizować takie detale. Uważne oko matki czuwa. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Najbardziej niesprawiedliwa jest właśnie choroba dzieci. Jestem oligofrenopedagogiem i wiem, że choroba dziecka to wyzwanie dla całej rodziny, któremu niekiedy ta rodzina nie jest w stanie podołać.

    OdpowiedzUsuń
  13. niestety wielu bagatelizuje objawy, które być może nie będą niczym, a być może uratują życie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Kamila Posobkiewicz30 kwietnia 2017 21:51

    Choroby dzieci to rzecz straszna i okropnie niesprawiedliwa. Biedna Julka...i inne chore na nowotwory dzieci. A zdjęcia, na których świecą się moje oczy mam mnóstwo, zwłaszcza z lat 90 tych. Nawet bym nie podejrzewala, że to może być symptom choroby...

    OdpowiedzUsuń
  15. Wcale się nie dziwię, że się przestraszyłaś. To musiały być strasze chwile. A dziecku Twoich znajomych i im samym bardzo współczuję. Mam nadzieję, że uda im się wygrać tą walkę.

    OdpowiedzUsuń
  16. Och Wychowanie1 maja 2017 21:15

    Całe szczęście, że czarny scenariusz się nie sprawdził. Wszystkiego, dobrego :)

    OdpowiedzUsuń
  17. W starciu z chorobą dziecka najgorsza jest bezsilność. Chcesz zrobić wszystko, próbujesz, chętnie sam byś przejął na siebie cierpienie malucha, ale możesz tak niewiele, czasem prawie nic. To jest straszne uczucie.

    OdpowiedzUsuń
  18. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło.
    Tak chciałoby się wymazać tę chorobę z naszej planety.

    OdpowiedzUsuń
  19. Brak mi słów... Nic nie przeraża bardziej niż choroba dziecka..

    OdpowiedzUsuń
  20. Choroba to naprawdę ciężka sprawa... Szczególnie gdy dotyka małe, bezbronne istoty, które tak naprawdę dopiero wchodzą w ten świat. Mam nadzieję, że w przypadku Twojej koleżanki wszystko będzie ok, życzę zdrówka zarówno dla nich jak i dla Was :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ogromnie cieszę się, że Wasza Córcia nie choruje na nic... Ale w kwestii dwulatki - ogromnie współczuję :( Rak to prawdziwe paskudztwo! Modlę się, aby moje dzieci nigdy nie zachorowały. Dla Julci życzę wiele, wiele zdrowia! Oby jak najszybciej wyzdrowiała!

    OdpowiedzUsuń

TOP