To już nie są żarty! To już nie jest śmieszne! Dokładnie za miesiąc mam termin porodu! A biorąc pod uwagę to, że mała NA PEWNO urodzi się wcześniej, sytuacja robi się jeszcze bardziej przerażająca…

Jak zapewne wiecie, porodu boję się bardzo. Jak nie wiecie, to dowiedzcie się o tutaj
Wszystkie zakupy zrobione. Torby spakowane (no, prawie, zostały jeszcze drobiazgi). Trzeba jeszcze gruntownie wyczyścić mieszkanie. Ale najważniejsza rzecz przed nami.
Trzeba się przygotować psychicznie. Bo przecież wypadałoby czuć się gotowym na przyjście na świat dziecka. Tym bardziej, że to nie była ciąża z zaskoczenia i miałam trochę czasu na przyzwyczajenie się do tej myśli. A tu dupa! Ja się zwyczajnie w świecie boję. Tego, czy się sprawdzę, czy będę dobrą mamą, czy jestem gotowa na tak wielką odpowiedzialność jaką jest dziecko. Niezły ze mnie tchórz 😉 Porodu się boi, dziecka się boi, własnego cienia brakuje do kolekcji. Mam nadzieję, że jak przyjdzie co do czego, mój instynkt zadziała bez zarzutu i strach ustąpi miejsca determinacji i nieskończonej radości.
Po wczorajszym spotkaniu z położną, która będzie towarzyszyć mi podczas porodu trochę się uspokoiłam, więc ten post nie będzie przypominał tego, o którym wspomniałam na początku 🙂 Przypominając sobie najgorszy ból, jaki czułam w życiu, mogę stwierdzić dwie rzeczy. Po pierwsze, jak już będzie boleć, będzie mi obojętne, czy wbijają we mnie igły, czy walą mnie maczugami po głowie, czy wykrzyczę z siebie przekleństwa na każdą literkę alfabetu, czy obrzygam tam wszystkich po kolei. Po drugie, stwierdzam, że największy ból, jaki czułam w życiu, będzie jak pierdnięcie przy bólu porodowym. No i co, żadna różnica, poboleć musi, potem przestanie, o, takie nastawienie mam dziś 🙂 Chociaż wiem, że ciało będę miała poorane niczym grunty Hiroszimy po bombardowaniu, tyle, że grzyb atomowy będzie relatywnie większy i nie ulotni się jak kamfora zaraz po całym tym zamieszaniu 😉 Grzyba trzeba będzie tulić, całować i wycierać mu dupkę 😉 Ba, nawet będzie się chciało to robić, jakie to dziwne, co? 
Odrobinka statystyk, w 9 miesiącu ciąży, równiutko miesiąc przed terminem porodu mamy:
  • 7,4 kg na plusie, czyli całkiem nieźle się z Majką trzymamy (chociaż apetyt wzrósł baaaardzo w ciągu ostatnich dni, dlatego szacuję, że do dyszki dobijemy ;))
  • obwód brzucha to 97,5 cm, czyli niby urósł niewiele, i tu muszę powiedzieć, że liczby kłamią! Bo wywaliło mi bebol na 2 metry do przodu 😉
  • Majka waży i mierzy nie wiadomo ile, bo nasz lekarz nie kwapi się do częstego robienia USG, ale jak mówią, że jest ok, to jest ok i tego się trzymajmy.
  • Czujemy się jak każdy, raz lepiej, raz gorzej, szczególnie, że jesienna aura nie skłania do skakania pod sufit z nadmiaru energii.
Następna aktualizacja tego typu po porodzie! 🙂 
A to aktualne my:
I na koniec piosenka, której tytuł oddaje w pełni moje wyobrażenie tego, czym jest poród 😉 Ale bardzo ją lubię!

(function(i,s,o,g,r,a,m){i[‘GoogleAnalyticsObject’]=r;i[r]=i[r]||function(){
(i[r].q=i[r].q||[]).push(arguments)},i[r].l=1*new Date();a=s.createElement(o),
m=s.getElementsByTagName(o)[0];a.async=1;a.src=g;m.parentNode.insertBefore(a,m)
})(window,document,’script’,’https://www.google-analytics.com/analytics.js’,’ga’);

ga(‘create’, ‘UA-92187595-1’, ‘auto’);
ga(‘send’, ‘pageview’);

Cieszę się, że tu jesteś i że interesują Cię moje treści! Bądź na bieżąco i:

- polub moją stronę na Facebooku TUTAJ
- dołącz do mojej grupy Zadbane i zaradne mamy :)
- śledź kadry z naszego życia na Instagramie TUTAJ
- inspiruj się ze mną na Pinterest TUTAJ