Cześć!
Post ten powstaje jako odpowiedź na moje własne lęki i zderzenie wyobrażeń z rzeczywistością. Dotyczyć będzie porodu, a jakże 🙂 Teraz, gdy jestem już ‘po drugiej stronie mocy’, mogę odnieść się do tego, czego bałam się najbardziej w życiu. Jak bardzo, możecie przeczytać tutaj. Uwaga, post będzie zawierał drastyczne sceny, choć żadnego obrazka ani opisu porodu tu nie znajdziecie 😉

Przez całą ciążę wizja porodu spędzała mi sen z powiek. Bałam się go panicznie. Czy było warto? Absolutnie nie! Szkoda moich nerwów! Strach przed nieznanym jest zupełnie zrozumiały, jednak czasem naprawdę warto się zastanowić, czy diabeł jest tak straszny, jak go malują. Ci, którzy przeczytali mój poprzedni tekst o porodzie wiedzą, że moje wyobrażenia o nim były wprost apokaliptyczne. Rzeźnia, masakra i ogólna rozpierducha.

Rzeczywistość wyglądała mniej więcej tak, jak mówiłyście, drogie mamuśki! Jak już się zaczęło, to nie myślałam o bólu. Nie myślałam o umieraniu. Ani nawet o krzyczeniu. Wtedy zawładnęły mną instynkty! Nawet ani razu nie przeklnęłam, chociaż wcześniej się zarzekałam, że ‘O ja pie**olę!’ to będzie nieodłączny element moich porodowych wypowiedzi 😉 Tymczasem, nie odzywałam się wcale, chyba, że pojedynczymi słówkami: ‘WODA’, ‘AŁA’, ‘ZNIECZULENIE’, ‘ GAZ’, ‘POMADKA’ 😀
Twierdziłam, że to nienaturalne, żeby człowiek wyszedł drogą, którą zazwyczaj wychodzi, ale tak naprawdę jest to najnaturalniejsza rzecz na świecie! Tylko strach nie pozwolił mi się do tego przyznać 😉 Natura tak to wymyśliła, że leci się na fali adrenaliny i przez jakiś czas żyje w innym świecie, rzeczywistość jest jakby zakrzywiona, nie wiesz do końca co się dzieje, ale instynkt przetrwania podpowiada ci, że to nie będzie trwało wiecznie, że jeszcze trochę, będzie lepiej, tylko rób co trzeba! A gdzieś między wierszami ten drugi instynkt, macierzyński, szepcze, że MUSISZ zrobić wszystko, żeby pomóc swojemu dziecku wydostać się na świat, dlatego oddychasz głęboko, mimo, że masz ochotę nie oddychać wcale. A ja, mimo, że MUSIEĆ nienawidzę, nie miałam nic przeciwko temu 😉
Kobiety naprawdę są w stanie znieść ogrom cierpienia związanego z wydaniem na świat potomka. I NAPRAWDĘ!!! na serio i bez żadnej przesady, ból ten nie ma później żadnego znaczenia. W trakcie, owszem, jest ciężko. Wiesz jednak, że nie ma odwrotu. Urodzić trzeba, nikt nie zrobi tego za nas, ale nagroda, jaką za to otrzymujemy jest najwspanialsza z możliwych! 
Mój poród poszedł dość sprawnie. Wystarczy powiedzieć, że prawie do 5 cm rozwarcia nie zorientowałam się, że już rodzę. Bolało, ale nie AŻ tak. Na pewno nie pierdylion razy bardziej, niż cokolwiek innego do tej pory 😉 Później dostałam jakiś środek uśmierzający ból, a pod koniec raczono mnie gazem rozweselającym. Mimo, że do śmiechu mi nie było, dałam radę (a gaz wszystkim rodzącym polecam z całego serca!). Pamiętam, jak wcześniej egoistycznie myślałam, że chyba wolałabym cesarkę, żeby się nie męczyć, to złośliwy los uraczył mnie porodem 2 w 1 – czyli naturalnym PRAWIE do końca, a na koniec i tak zrobili mi cesarkę. Na tym przykładzie widać, że prawie robi wielką różnicę 😉 Nie narzekam jednak na takie rozwiązanie, było ok. I gdy przyjdzie mi rodzić po raz kolejny, już wiem, czego się obawiać, a czego nie. Jak Bóg da, Maja raczej jedynaczką nie będzie, nawet Szefuńcio jej wczoraj pytał, czy chciałaby brata 😉 Matka za jakiś czas o tym pomyśli, ale marzenia o bliźniakach odkłada do następnego wcielenia 😉 
Także dziewczyny! Jeśli już rodziłaś, wiesz doskonale o czym prawię, co mam na myśli i co pominęłam. Jeśli trafi się tu jakaś zbłąkana owieczka, która poród ma przed sobą i boi się jak cholera, mój apel do ciebie: Bój się, jeśli tego potrzebujesz, to naturalne, ale wiedz, że ‘strach przed cierpieniem jest straszniejszy niż samo cierpienie’ (cytat z P, Coelho mi się przypomniał, i tu jest IDEALNY!). Ja, panikara nr 1, urodziłam i nie mam żadnej traumy z tego tytułu. Bałam się okrutnie, a teraz śmieję się sama z siebie. Porodu się głupia bałam, a w ogóle nie wzięłam pod uwagę tego, co będzie potem. To jest dopiero jazda! 😉 
Ale o tym za jakiś czas 😉 

(function(i,s,o,g,r,a,m){i[‘GoogleAnalyticsObject’]=r;i[r]=i[r]||function(){
(i[r].q=i[r].q||[]).push(arguments)},i[r].l=1*new Date();a=s.createElement(o),
m=s.getElementsByTagName(o)[0];a.async=1;a.src=g;m.parentNode.insertBefore(a,m)
})(window,document,’script’,’https://www.google-analytics.com/analytics.js’,’ga’);

ga(‘create’, ‘UA-92187595-1’, ‘auto’);
ga(‘send’, ‘pageview’);

Cieszę się, że tu jesteś i że interesują Cię moje treści! Bądź na bieżąco i:

- polub moją stronę na Facebooku TUTAJ
- dołącz do mojej grupy Zadbane i zaradne mamy :)
- śledź kadry z naszego życia na Instagramie TUTAJ
- inspiruj się ze mną na Pinterest TUTAJ