To był maj. Powietrze było ciepłe, ale wciąż rześkie. To miał być dobry dzień. Dzień, w którym na ekranie USG zobaczę zdrowe, fikające koziołki dziecko, tak jak przy pierwszej ciąży. A okazał się dniem, w którym mój świat legł w gruzach.


Staraliśmy się o tę ciążę jakieś pół roku. Ale pragnęliśmy tego dziecka od zawsze! Chcieliśmy, aby nasza córeczka jak najszybciej została starszą siostrą. Jak pewnie każda kobieta, niecierpliwie czekałam, kiedy skończy się pierwszy trymestr, miną dolegliwości charakterystyczne dla tego czasu, ale przede wszystkim zminimalizuje się zagrożenie poronienia. Jakoś tak zawsze siedziało mi to z tyłu głowy. Zapisałam się na USG prenatalne nie przeczuwając, że cokolwiek może się wydarzyć. Aczkolwiek na wizytę poszłam lekko trzęsąc się z niepokoju.

‘Wie pani… widzę tu pewne nieprawidłowości…’ – te słowa sprawiły, że grunt usunął mi się spod nóg. Reszty słów lekarza nie pamiętam. Tylko tyle, że zostałam skierowana na badania genetyczne. Znasz tę sytuację, kiedy każda minuta dłuży się niemiłosiernie i masz wrażenie, że na swoich barkach nosisz cały świat? Tak właśnie czułam się czekając na wyniki. Na cito. Trisomia 18 chromosomu. Zespół Edwards’a. Chłopiec. Mój mały synek. Synek, który przychodząc na świat, miał być skazany na śmierć. Niewielkie prawdopodobieństwo, że urodziłby się żywy. A nawet jeśli, opuściłby nas w ciągu pierwszych kilku miesięcy.

Stanęłam przed najcięższą decyzją swojego życia. Tylko dzięki wsparciu męża nie zwariowałam. Nie wiem, co wtedy działo się wokół mnie, nie wiem jak dawałam radę opiekować się córeczką. Biłam się z myślami. Serce walczyło z rozumem. Wybrałam.

Zabiłam swoje dziecko. W piętnastym tygodniu ciąży pozwoliłam, by wyrwano mi go z trzewi. Czy bolało? Nie. Znieczulili mnie. Można powiedzieć, super warunki. Ale moja dusza wyła z rozpaczy. Serce rozpadło się na milion kawałków, by chyba nigdy nie wrócić do pierwotnego stanu. Dlaczego nie zdecydowałam się urodzić? Chciałam oszczędzić mu cierpienia. I sobie również. Wybrałam mniejsze zło. Ale i tak mnie nie zrozumiesz.

Okrutny los zadrwił sobie z naszego szczęścia. Matka Natura? Tylko postawcie przede mną tę sukę! O Bogu i innych siłach wyższych nawet nie chce mi się myśleć. Zabiłam swoje dziecko. Razem z nim zabiłam część siebie. Zabiłam swoje dziecko. Czy jestem wyrodną matką? Morderczynią? Bezwzględną i zimną kobietą? Jak z tym żyć? Nie wiem czy potrafię, nie wiem nawet, czy chcę. Gdyby nie moja rodzina poddałabym się od razu.

Proszę, nie oceniaj mnie. Nie skazuj na straty i ogień piekielny. Straciłam swoje dziecko. Swoje dawne życie. Wiarę. Nadzieję. Chyba nawet miłość. To chyba wystarczająca kara?

………………………………………………………………

Ta historia nie jest prawdziwa. Podobieństwo do prawdziwych zdarzeń i osób przypadkowe. Zastanówmy się jednak, zanim powiemy co ‘na pewno’ zrobilibyśmy w podobnej sytuacji. Nigdy nie wiesz na pewno. Nie jestem za aborcją. Jestem za prawem wyboru.

Na Facebooku znajdziesz mnie TUTAJ
Na Instagramie jestem TUTAJ
Poplotkować ze mną możesz w mojej grupie TUTAJ
 A moje inspiracje podejrzysz na Pinterest TUTAJ
Do zobaczenia wkrótce! 🙂

Cieszę się, że tu jesteś i że interesują Cię moje treści! Bądź na bieżąco i:

- polub moją stronę na Facebooku TUTAJ
- dołącz do mojej grupy Zadbane i zaradne mamy :)
- śledź kadry z naszego życia na Instagramie TUTAJ
- inspiruj się ze mną na Pinterest TUTAJ