Jak powstają moje wpisy

Dzisiejszy tekst przygotowałam szczególnie dla moich najwierniejszych czytelników, którzy są ze mną już od dawna i obserwują moje coraz śmielsze poczynania w blogowym świecie oraz dla wszystkich tych, którzy są zainteresowani blogowaniem. Wydaje Ci się, że prowadzenie bloga to bułka z masłem? Gdy dowiesz się jak powstają moje wpisy być może zmienisz zdanie 🙂

Pierwsza rzecz, o której Ci opowiem to

Pomysły na wpisy

Te przychodzą zazwyczaj w najmniej spodziewanych momentach. Staram się publikować dwa razy w tygodniu, to takie moje optimum, które moim zdaniem nie zanudza czytelnika, a także nie pozwala o sobie zapomnieć 🙂 Jak więc znaleźć aż 8 tematów w miesiącu, które zaangażują ludzi i przyciągną kolejnych? To naprawdę nie jest łatwe zadanie! Dlatego jeśli tylko pojawi się pomysł, zapisuję go w notatniku w telefonie. Nie chcę nawet myśleć ile fajnych tematów mi uciekło, bo w porę ich nie zapisałam!

Praca nad wpisem

Moje wpisy ostatnio powstają… głównie podczas karmienia młodszej córki. Leżymy sobie razem, mała zasypia, a ja piszę teksty również w notatniku. Aktualnie moja praca nad blogiem w 90% przebiega na telefonie, nad czym ubolewam, bo jednak na komputerze można zrobić więcej i szybciej, niestety jednak nie mam innej możliwości, zwyczajnie brakuje mi czasu, by usiąść do komputera.

Ile czasu zajmuje mi napisanie tekstu? To zależy. Najłatwiej przychodzą mi wpisy takie jak ten, opisujące moje własne doświadczenia. Wtedy to nawet nie godzinka, ot tyle ile mi palce na klawiaturze wystukają. Najtrudniejsze są wpisy merytoryczne, eksperckie, nad takim potrafię spędzić nawet kilkanaście godzin, najdłużej chyba pisałam ten tekst o rozwoju dzieci.

Oprawa wpisu

Początkujący blogerzy czy czytelnicy zupełnie nie zdają sobie sprawy z ogromu pracy, jaką trzeba włożyć, by wszystko na blogu miało ręce i nogi. Pomijam już wygląd i dopracowanie samej strony, bo to są całe dni, a nawet miesiące roboty. Chodzi mi o dopracowanie pojedynczego wpisu. Do wpisów wypada załączyć zdjęcia, ja najbardziej lubię dodawać własne, wykonane przeze mnie lub przez kogoś dla mnie. Tak naprawdę to zdjęcia w dużej mierze przyciągają czytelników. Jeśli mam swoje zdjęcia (do ich wykonania używam mojego ukochanego Olympusa PEN E-PL7), muszę je jeszcze obrobić (na telefonie używam programów Snapseed, ostatnio częściej Lightroom a dla bajerów także PicsArt, zdjęcia podpisuję też swoim znakiem wodnym w programie Photoscape), potem zmniejszyć ich rozmiar (używam Light Image Resizer), żeby strona nie ładowała się trzy godziny, a ostatecznie opisać ich parametry na blogu. To właśnie ze zdjęciami jest najwięcej roboty! Jeśli nie mam swoich zdjęć, korzystam z bezpłatnych banków. Mój ulubiony to Pixabay, choć muszę przyznać, że rzeczywiście zasoby darmowe nie są powalające.

Czy zdjęcia to wszystko, co trzeba przygotować oprócz tekstu? Jasne, że nie 😉 Oprócz nich trzeba, tfu, nic nie trzeba, można, ale jeśli blogowanie traktuje się serio to jednak trzeba; stworzyć metaopis wpisu – to to co wyświetla Ci się na fejsie albo poniżej tytułu wpisu gdy wyszukujesz coś w Google, przypisać go do odpowiednich kategorii, stworzyć odpowiedni adres, wkleić go gdzie trzeba, jeszcze wypadałoby zoptymalizować tekst pod SEO, to znaczy wpleść w niego umiejętnie frazy, dzięki którym wyszukasz dany tekst w Google.

Promowanie wpisu

Koniec? Nie tak prędko 😉 Oprócz samej publikacji zoptymalizowanego tekstu ze zdjęciami wypadałoby pokazać, że się go napisało. Do tego służą właśnie media społecznościowe, takie jak Facebook, Google+, Instagram czy Twitter. Ja zazwyczaj umieszczam wpis na Facebooku i Instagramie, oczywiście w porach najlepszych dla publikacji. Da się to sprawdzić w pewnych narzędziach. Popularnym zabiegiem jest też promowanie wpisu w grupach tematycznych i dla blogerów. Sama prowadzę dwie takie grupy na Facebooku, jedna dla moich czytelniczek: Magda M od kuchni, a druga typowo dla blogerów: Wioska blogerów.

Czy zatem blogowanie zajmuje mi dużo czasu?

Ostatnio zadziwiająco nie aż tak dużo, jakby mogło się wydawać. Wypracowałam już swoje sposoby i umiem skupić się na najważniejszych rzeczach wykonując je w możliwie najkrótszym czasie. Gdybym miała więcej czasu, w stu procentach wiedziałabym co z nim zrobić pod względem bloga. Teraz wykorzystuję tak zwany międzyczas na maksa, jestem wielozadaniowa i póki co jakoś udaje mi się pogodzić pisanie bloga z codziennymi obowiązkami.

Jeśli masz ochotę przeczytać więcej o blogowaniu z przymrużeniem oka, pisałam o tym tutaj. Serdecznie zapraszam Cię do śledzenia mojego fanpage’a – tam publikuję krótkie notki znacznie częściej niż dwa razy w tygodniu 🙂

Ten tekst udało mi się napisać na dwa razy. Na pewno więc nie pisałam go dłużej niż 45 minut (podczas karmienia, więc nic nie ucierpiało). Dorzucę jeszcze zdjęcia (wykonane i obrobione przez przezdolną fotograf Elę Romanowską), nie powinno mi to zając więcej niż 10 minut. Jeszcze promocja, tutaj już na dwoje babka wróżyła, czasem mimo najszczerszych chęci nie udaje mi się dotrzeć do takiej liczby odbiorców, jakiej bym się spodziewała, czasem zupełnie niepozorny wpis staje się popularny wśród moich czytelników. Tego nigdy nie zrozumiem 🙂 czy muszę jednak to rozumieć? Po prostu robię swoje, lubię to i nie wyobrażam sobie nie pisać!

 

A Ty, masz swoje miejsce w sieci? Pochwal się nim w komentarzu!

Cieszę się, że tu jesteś i że interesują Cię moje treści! Bądź na bieżąco i:

- polub moją stronę na Facebooku TUTAJ
- dołącz do mojej grupy Zadbane i zaradne mamy :)
- śledź kadry z naszego życia na Instagramie TUTAJ
- inspiruj się ze mną na Pinterest TUTAJ