12 lipca 2018

Jak powstają moje wpisy


Dzisiejszy tekst przygotowałam szczególnie dla moich najwierniejszych czytelników, którzy są ze mną już od dawna i obserwują moje coraz śmielsze poczynania w blogowym świecie oraz dla wszystkich tych, którzy są zainteresowani blogowaniem. Wydaje Ci się, że prowadzenie bloga to bułka z masłem? Gdy dowiesz się jak powstają moje wpisy być może zmienisz zdanie :)



Pierwsza rzecz, o której Ci opowiem to

Pomysły na wpisy


Te przychodzą zazwyczaj w najmniej spodziewanych momentach. Staram się publikować dwa razy w tygodniu, to takie moje optimum, które moim zdaniem nie zanudza czytelnika, a także nie pozwala o sobie zapomnieć :) Jak więc znaleźć aż 8 tematów w miesiącu, które zaangażują ludzi i przyciągną kolejnych? To naprawdę nie jest łatwe zadanie! Dlatego jeśli tylko pojawi się pomysł, zapisuję go w notatniku w telefonie. Nie chcę nawet myśleć ile fajnych tematów mi uciekło, bo w porę ich nie zapisałam!

Praca nad wpisem


Moje wpisy ostatnio powstają... głównie podczas karmienia młodszej córki. Leżymy sobie razem, mała zasypia, a ja piszę teksty również w notatniku. Aktualnie moja praca nad blogiem w 90% przebiega na telefonie, nad czym ubolewam, bo jednak na komputerze można zrobić więcej i szybciej, niestety jednak nie mam innej możliwości, zwyczajnie brakuje mi czasu, by usiąść do komputera.

Ile czasu zajmuje mi napisanie tekstu? To zależy. Najłatwiej przychodzą mi wpisy takie jak ten, opisujące moje własne doświadczenia. Wtedy to nawet nie godzinka, ot tyle ile mi palce na klawiaturze wystukają. Najtrudniejsze są wpisy merytoryczne, eksperckie, nad takim potrafię spędzić nawet kilkanaście godzin, najdłużej chyba pisałam ten tekst o rozwoju dzieci.

Oprawa wpisu


Początkujący blogerzy czy czytelnicy zupełnie nie zdają sobie sprawy z ogromu pracy, jaką trzeba włożyć, by wszystko na blogu miało ręce i nogi. Pomijam już wygląd i dopracowanie samej strony, bo to są całe dni, a nawet miesiące roboty. Chodzi mi o dopracowanie pojedynczego wpisu. Do wpisów wypada załączyć zdjęcia, ja najbardziej lubię dodawać własne, wykonane przeze mnie lub przez kogoś dla mnie. Tak naprawdę to zdjęcia w dużej mierze przyciągają czytelników. Jeśli mam swoje zdjęcia (do ich wykonania używam mojego ukochanego Olympusa PEN E-PL7), muszę je jeszcze obrobić (na telefonie używam programów Snapseed, ostatnio częściej Lightroom a dla bajerów także PicsArt, zdjęcia podpisuję też swoim znakiem wodnym w programie Photoscape), potem zmniejszyć ich rozmiar (używam Light Image Resizer), żeby strona nie ładowała się trzy godziny, a ostatecznie opisać ich parametry na blogu. To właśnie ze zdjęciami jest najwięcej roboty! Jeśli nie mam swoich zdjęć, korzystam z bezpłatnych banków. Mój ulubiony to Pixabay, choć muszę przyznać, że rzeczywiście zasoby darmowe nie są powalające.

Czy zdjęcia to wszystko, co trzeba przygotować oprócz tekstu? Jasne, że nie ;) Oprócz nich trzeba, tfu, nic nie trzeba, można, ale jeśli blogowanie traktuje się serio to jednak trzeba; stworzyć metaopis wpisu - to to co wyświetla Ci się na fejsie albo poniżej tytułu wpisu gdy wyszukujesz coś w Google, przypisać go do odpowiednich kategorii, stworzyć odpowiedni adres, wkleić go gdzie trzeba, jeszcze wypadałoby zoptymalizować tekst pod SEO, to znaczy wpleść w niego umiejętnie frazy, dzięki którym wyszukasz dany tekst w Google.

Promowanie wpisu


Koniec? Nie tak prędko ;) Oprócz samej publikacji zoptymalizowanego tekstu ze zdjęciami wypadałoby pokazać, że się go napisało. Do tego służą właśnie media społecznościowe, takie jak Facebook, Google+, Instagram czy Twitter. Ja zazwyczaj umieszczam wpis na Facebooku i Instagramie, oczywiście w porach najlepszych dla publikacji. Da się to sprawdzić w pewnych narzędziach. Popularnym zabiegiem jest też promowanie wpisu w grupach tematycznych i dla blogerów. Sama prowadzę dwie takie grupy na Facebooku, jedna dla moich czytelniczek: Magda M od kuchni, a druga typowo dla blogerów: Wioska blogerów.

Czy zatem blogowanie zajmuje mi dużo czasu?


Ostatnio zadziwiająco nie aż tak dużo, jakby mogło się wydawać. Wypracowałam już swoje sposoby i umiem skupić się na najważniejszych rzeczach wykonując je w możliwie najkrótszym czasie. Gdybym miała więcej czasu, w stu procentach wiedziałabym co z nim zrobić pod względem bloga. Teraz wykorzystuję tak zwany międzyczas na maksa, jestem wielozadaniowa i póki co jakoś udaje mi się pogodzić pisanie bloga z codziennymi obowiązkami.

Jeśli masz ochotę przeczytać więcej o blogowaniu z przymrużeniem oka, pisałam o tym tutaj. Serdecznie zapraszam Cię do śledzenia mojego fanpage'a - tam publikuję krótkie notki znacznie częściej niż dwa razy w tygodniu :)

Ten tekst udało mi się napisać na dwa razy. Na pewno więc nie pisałam go dłużej niż 45 minut (podczas karmienia, więc nic nie ucierpiało). Dorzucę jeszcze zdjęcia (wykonane i obrobione przez przezdolną fotograf Elę Romanowską), nie powinno mi to zając więcej niż 10 minut. Jeszcze promocja, tutaj już na dwoje babka wróżyła, czasem mimo najszczerszych chęci nie udaje mi się dotrzeć do takiej liczby odbiorców, jakiej bym się spodziewała, czasem zupełnie niepozorny wpis staje się popularny wśród moich czytelników. Tego nigdy nie zrozumiem :) czy muszę jednak to rozumieć? Po prostu robię swoje, lubię to i nie wyobrażam sobie nie pisać!


A Ty, masz swoje miejsce w sieci? Pochwal się nim w komentarzu!

24 komentarze:

  1. Hej ;) nie piszac bloga rzeczywiście myślałam, że to bulka z masłem. A tekst powstaje czasem kilka dni. Tez zapisuje tematy, bo wpadają naglw do głowy i dobrze, bo pisanie na siłę jest bez sensu. Zapraszam Cię do siebie. http://www.3xmama.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja wszystkie pomysły zapisuję w papierowym notesie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zawsze podziwiam blogujące mamy, które opiekując się dzieckiem i robiąc jeszcze milion innych rzeczy potrafią pisać i promować swoje blogi. Teraz już wiem, jakie są kulisy i podziwiam jeszcze bardziej! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny post, super przyjemnie się go czytało <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Masz rację, nic nie trzeba, ale można. Nam napisanie wpisu nie zajmuje niby aż tak dużo czasu, ale jak dodamy do tego czas poświęcony na atrakcję, obrobienie zdjęć to już trochę tego wychodzi :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Aldona Zakrzewska13 lipca 2018 00:37

    No tak, życie blogerki czy blogera nie jest lekkie. Według mnie tworzenie wpisu to jeszcze mały pikuś, najtrudniejsze jest wypromowanie swego dzieła :)

    OdpowiedzUsuń
  7. bardzo fajnie się czytało tego posta :)

    OdpowiedzUsuń
  8. U mnie wygląda podobnie, tyle, że nie muszę jeszcze prowadzić całego bloga na telefonie. Jednak pisanie wpisu w ten sposób nie jest zbyt proste :-( cieszę się, że mogłam zobaczyć Ciebie "od kuchnii".

    OdpowiedzUsuń
  9. U mnie to w zasadzie pełen spontan i albo mam dużo pomysłów, albo w ogóle mi sie nie chce ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Lubię takie wpisy od kuchni. Też staram się zapusywać pomysły, by mieć o czym pisać w czasie "tematycznej posuchy". Często jednak tematy nadchodzą same. No i cała ta otoczka dotycząca promowania. Bez tej pracy nie ma efektów.

    OdpowiedzUsuń
  11. Joanna Siwiec13 lipca 2018 07:49

    Pisze blogi zupełnie innego rodzaju. Jednak przygotowanie i napisanie wpisu zajmuje mi znacznie więcej niż 45 minut i nie da się zrobić tego z dzieckiem na kolanie. Temat na bloga edukacyjnego wymaga przygotowania i przeprowadzenia zajęć. Blog o programowaniu wymaga napisania i sprawdzenia skryptu rozwiązującego opisywany problem i opublikowania go jako demo. A zdjęcia też czasem trzeba odpowiednio przygotować. No i nie wyobrażam sobie pisania na telefonie. No ale rozumiem, że są takie sytuacja, że się da.

    OdpowiedzUsuń
  12. Właśnie ta cała oprawa wpisu na blogu, a właściwie czas konieczny do jej zrealizowała, spowodowała, że koncentruję się tylko na tekście, inaczej pewnie przeczytałabym ledwie jedną trzecią planowanych książek. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Samo napisanie tekstu zajmuje mi właśnie 1/3 czasu. Najdłużej właśnie promowanie go mi wychodzi. Pisanie na telefonie powoduje u mnie taką masę literówek, że nie robię tego nigdy.

    OdpowiedzUsuń
  14. Sam tekst to zazwyczaj najkrótszy czas jaki poswięcam na blogowanie, obróbka, seo, zdjęcia, korekty, promocje to trwa chyba najdłużej ale i tak lubię to robić.

    OdpowiedzUsuń
  15. Przeczytałam z zaciekawieniem, jak podchodzisz do blogowania.
    Sama prowadzę bloga już od kilku lat, więc wiem z czym to się je i że nie jest to bułka z masłem. Wiem też że Czytelnik nie ma ochoty (Ani czasu!) czytać byle czego.
    Współczuję, że jesteś zmuszona pisać bloga na telefonie. Wiem, że niektórzy tak działają. Dla mnie to trudne. Szkic artykułu - ok, ale finalizacja - koszmar.
    Też korzystałam z Pixabay,ale w końcu zaczęło mnie iriytować, że na każdym bogu są te same grafiki, co i mnie i przeszłam na płatny stock. Więc obecnie mam na blogu kombinacę zdjęć własnych (recenzje) i z płatnego stocku (artykuły eksperckie).
    W tej chwili największym dla mnie wyzwaniem jest właśnie promocja, docieranie do nowych czytelników i sprawienie by zostali.

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo ciekawy wpis. Szczerze powiedziawszy mi najwięcej czasu pochłania promowanie wpisu. Poza różnymi grupami lubię się udzielać u innych a żeby to było z sensem czytam cały wpis. Podziwiam cię również, za bycie mamą bo to pewnie nie lada wyzwanie ;)


    Pozdrawiam!
    zazuu.

    OdpowiedzUsuń
  17. Mi ostatnio najwięcej zajmuje myślenie o blogu i planowanie, tylko z realizowaniem tych planów trochę gorzej.... ale to dlatego, że działam w trybie zombie i co chcę usiąść do pisania, to zaczynam zasypiać. I bardzo często brak przygotowanych zdjęć hamuje moje blogerskie zapędy, a do banku zdjęć jeszcze się nie przekonałam.

    OdpowiedzUsuń
  18. Jako mama-blogerka dodam, ze ja pisze tylko, gdy dzieci spia lub wyjda z tata. W praktyce robie to wczesnie rano lub w nocy. Nie chce utrwalac w dzieciach widoku mamy przyklejonej do komputera czy telefonu. Gdy jestesmy razem, to sie bawimy lub wspolnie gotujemy i sprzatamy po tym 😉 Post pisze godzine, kolejna go optymalizuje. Wszystkie zdjecia robie sama, czasem sesja trwa nawet godzine, a czasem kwadrans. Wszystko zalezy od swiatla i fotografowanego dania. Później obrobka zdjec - zwykle chodzi o kadrowanie i zmiane rozmiaru i dodanie znaku wodnego. To najkrótszy etap. A najdluzszy jest na koncu, czyli promowanie i jeszcze raz promowanie. Generalnie, to mozna bite 8 godzin dziennie zajmowac sie blogiem i jest co robic - tylko czy kazdy ma tyle czasu? Ja nie mam 😉. To normalna praca z wyznaczonymi celami, inaczej nie ma efektow.

    OdpowiedzUsuń
  19. Zazdroszczę Ci tej organizacji. Ja kiedy zasiadam do pisania to zaraz mnie coś rozprasza i z godziny robią mi się trzy. Blog zajmuje mi duzo czasu. Jestem ciekawa czy uda mi się pogodzić blogowanie z pracą.

    OdpowiedzUsuń
  20. Zazdroszczę umiejętności pisania na telefonie! Ja zupełnie nie potrafię się wtedy skupić. Teksty piszę podczas drzemek syna. Zastanawiam się jak pogodzę to z pracą do której zaraz wracam. Mam nadzieję, że się uda, tym bardziej, że mąż dzielnie mnie w blogowaniu wspiera.

    OdpowiedzUsuń
  21. super, że potrafisz na telefonie- ja tego nie cierpie!

    OdpowiedzUsuń
  22. naszebabelkowo.blogspot.com20 lipca 2018 05:00

    Wszystko się zgadza - poza tym, że ja akurat swoje wpisy klepię na telefonie w nocy, kiedy Młody już głęboko śpi ;) I faktycznie czasami samo napisanie to pikuś - za to obrobienie zdjęć i póżniejsza promocja wpisu w socialach to dopiero temat-rzeka ! ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. ja pracuję tylko i wyłącznie nocą i czasem mnie to wykańcza :(

    OdpowiedzUsuń

TOP