Moim życiem rządzi chaos. Niezależnie od tego, co widać na zewnątrz. A zazwyczaj widać… hmm… zdecydowanie za dużo 😉 Nie wspominając o porozwalanych wszędzie zabawkach, bo to chyba norma przy dziecku, ciągle coś oddala mnie od możliwości nazwania siebie perfekcyjną panią domu. Dlaczego nigdy nią nie będę?

Bo to nie leży w moim charakterze! W moim przypadku sprawdza się powiedzonko, że mając dzieci robi się wszystko cały dzień, a i tak dom wygląda, jakby się nie robiło nic. Chociaż akurat posiadanie dziecka nic w tej kwestii nie zmieniło 😉
Nienawidzę myć okien. I prasować. I myć garów – dzięki Ci wynalazco zmywarki. Czyszczenie toalety też nie jest moją ulubioną czynnością. Oczywiście, robię to wszystko, ale nie z jakąś specjalną pasją. I nikt mi nie wmówi, że powinnam czerpać radość z ganiania ze ścierą.
Od najmłodszych lat zawsze miałam takie ‘fazy’, że miałam ochotę na sprzątanie. Po prostu zabierałam się do roboty i zapierniczałam z motorkiem w tyłku przez cały dzień. Po ukończeniu 30% już zazwyczaj miałam dość, ale kończyłam, co zaczęłam, a satysfakcja była gwarantowana. Tak jest i teraz. Czasem, mając danego dnia wyjątkowo sokole oko (a może raczej, gdy delikatnie rozchylają się klapki na moich oczach) i dostrzegam, co dzieje się wokół, postanawiam – sprzątam i koniec! Teraz z raczkującym wszędzie maluchem nie jest to takie proste, ale nawet się udaje.
Najgorsze jest to, że u mnie takie postanowienie to słomiany zapał. Nie mamy jakiegoś strasznego bałaganu w domu, ale ciągle coś czeka na zrobienie. Czy Wy też tak macie? Jednego dnia postanawiam sobie – będę robić WSZYSTKO na bieżąco, nic nie będzie leżeć na wierzchu, po gotowaniu będę sprzątać od razu, codziennie będę sprzątać łazienkę, żadna praca domowa nie będzie zalegać, i co? I nico, bo doba musiałaby mieć wtedy co najmniej 27 godzin 😉 
Porzucam zatem myśl o zostaniu perfekcyjną panią domu. Wystarczy, że będę dostateczną. Wolę być szczęśliwa, wypoczęta i trochę mniej zaganiana, wolę, żeby moje dziecko było ufajdane, ale żeby nie brakowało mu uwagi mamy. Może z czasem nauczę się, jak zapobiegać zaciekom na kabinie prysznicowej, czy dowiem się jak wywabiać wszelakie plamy na dywanie (z którego, tak przy okazji, musiałam wyciąć dzisiaj kawałek kupy, KUPY, rozumiecie? Skąd ona się tam wzięła??). A może się nie nauczę i nie dowiem. Przecież nie to jest w życiu najważniejsze 😉

(function(i,s,o,g,r,a,m){i[‘GoogleAnalyticsObject’]=r;i[r]=i[r]||function(){
(i[r].q=i[r].q||[]).push(arguments)},i[r].l=1*new Date();a=s.createElement(o),
m=s.getElementsByTagName(o)[0];a.async=1;a.src=g;m.parentNode.insertBefore(a,m)
})(window,document,’script’,’https://www.google-analytics.com/analytics.js’,’ga’);

ga(‘create’, ‘UA-92187595-1’, ‘auto’);
ga(‘send’, ‘pageview’);

Cieszę się, że tu jesteś i że interesują Cię moje treści! Bądź na bieżąco i:

- polub moją stronę na Facebooku TUTAJ
- dołącz do mojej grupy Zadbane i zaradne mamy :)
- śledź kadry z naszego życia na Instagramie TUTAJ
- inspiruj się ze mną na Pinterest TUTAJ