Magda M. blog: Matka Polka Nieogarnięta

14 lipca 2015

Matka Polka Nieogarnięta


'Nie ogarniam'. Tak często używam tego słowa, że powinno wejść do top 10 mojego słownika młodej matki. Będąc w ciąży miałam tyle planów, tyle energii i pomysłów. Zabiła je wszystkie codzienność i zderzenie z rzeczywistością. A wszystko przez moją słabą organizację i, brzydko powiedziawszy', dupowatość.

Bo dupa ze mnie wołowa. Co śmie się matką nazywać. Ciężko mi podjąć samej poważne decyzje, nienawidzę załatwiać spraw urzędowych, w oficjalnych sytuacjach co chwilę popełniam faux pas. Boję się sama wypuszczać z małą na dalsze wyprawy. No gdyby nie pomoc otoczenia, to pewnie zginęłabym marnie.

Ale do rzeczy. Zajmowanie się domem i wychowanie dzieci to rzecz niełatwa, ale na pewno nie niemożliwa to wykonania. Można to robić z gracją i uśmiechem na ustach. Z harmonią wokół, obiadem podanym na czas i uśmiechniętym, wcale nie upapranym wszystkim, co wpadnie pod rękę dzieckiem. Do tego właśnie dążę!

Chciałabym być silną kobietą, filarem naszego domu, a nie wątłą trzcinką kołyszącą się na wietrze. Bo czuję się w tym wszystkim bardzo niepewnie. Na tyle niepewnie, że właśnie trudno mi podejmować decyzje czy uwierzyć, że jestem dobrą mamą i gospodynią.

Chciałabym, żeby moje dzieci postrzegały mnie jako nie głowę rodziny, ale właśnie tę szyję, która głową kręci. Żeby mnie słuchały. I nie śmiały się z mojej (czasem) niezaradności. Przecież muszę to osiągnąć! Zyskać szacunek własnej rodziny i zapewnić im poczucie najwyższego bezpieczeństwa w mojej osobie.

Chciałabym być bardziej niezależna od domu i obowiązków tak, żeby nic na tym nie ucierpiało. Wyjeżdżać z dzieckiem na zakupy, do koleżanek, na basen i nad jezioro. A nie żalić się, bo to przecież cała wyprawa, bo co, jak się rozpłacze, bo co, jak kupę zrobi. Chciałabym podróżować. Jechać we wrześniu z małą do tej nieszczęsnej Portugalii, bo mamy okazję, ale pewnie nie pojedziemy, bo przecież jak to w taką podróż z dzieckiem, bo się rozryczy w samolocie, bo się jej klimat nie spodoba. Chciałabym w przyszłości spędzać ferie w górach z dziećmi, a latem zwiedzać coraz to bardziej odległe zakątki świata. Nie szukać wymówek. Chwytać dzień. Cieszyć się chwilą. I żeby dziecko nigdy w mojej głowie nie było utrudnieniem.

Chcieć znaczy móc, podobno.

Kładę więc kres Matce Polce Nieogarniętej. Baj, baj, maszkaro. Już Cię nie ma!

5 komentarzy:

  1. Madzia! weź nie pitol :D jesteś najlepszą mamą dla Majki i najlepszą gospodynią w swoim domu:)
    a co do wyjazdu to przyjaciółka podesłała mi dziś coś takiego: http://www.vanillaisland.pl/2015/07/dlaczego-nie-warto-podrozowac-z-dziecmi/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo dzięki, przeczytam chętnie :) No wiem, że jestem najlepsza, w końcu innej nie ma :P Ale chciałabym być lepsza i lepsza, rozumiesz, apetyt rosnie w miarę jedzenia ;)

      Usuń
    2. Ten tekst jest IDEALNY! :D

      Usuń
  2. Ja też przestałam już jojczyć :P tak to nazywam. Chcieć to móc, tu masz rację. Kto nie ryzykuje, ten nie przeżywa ;)

    OdpowiedzUsuń

TOP