Magda M. blog: I ain't your mama! - czyli dlaczego miejsce kobiety jest przy garach

15 września 2016

I ain't your mama! - czyli dlaczego miejsce kobiety jest przy garach

dlaczego miejsce kobiety jest przy garach

'I ain't gon' do your laundry, I ain't your mama!' - kojarzycie ten wpadający w ucho kawałek?

Nie będę ci gotować cały dzień (nie jestem twoją mamą)
Nie będę ci prać (nie jestem twoją mamą)
Nie jestem twoją mamą, chłopcze (nie jestem twoją mamą)
Kiedy masz zamiar wziąć się w garść?
Nie jestem twoją mamą
Nie, nie jestem twoją mamą
Nie, nie jestem twoją mamą, nie!
Byliśmy szaleńczo zakochani
Czy moglibyśmy wrócić do poprzedniego stanu?
Kiedy zrobiłeś się taki wygodnicki?
Bo jestem zbyt dobra na to, jestem zbyt dobra na to.
Zapamiętaj to, hej!

To fragment tekstu tej piosenki. Bardzo na czasie. W końcu mamy równouprawnienie, prawda? Nosz kurwa! Krew mnie zalewa! Nie wiem, czy jestem głupia, czy staroświecka, czy umęczona a mózg mój wyprany w perwollu. Ale szlag mnie trafia jak słyszę takie teksty! Dlaczego?


Bo to właśnie kobieta - partnerka - żona - matka - od zarania dziejów zajmowała się domem. Robiły to nasze babcie i mamy. A nasze pokolenie, mam wrażenie, to plaga księżniczek domagających się wynoszenia na piedestał i pochwał za każde byle gówno, które jest ich zakichanym obowiązkiem!

Tak - obowiązkiem. Sama kiedyś miałam pseudo-feministyczne zapędy, twierdząc, że w domu podział obowiązków ma być 50:50, a facetowi korona z głowy nie spadnie jak sam będzie robił pranie i przygotowywał obiad. Jak zwykle życie zweryfikowało moje głupie pomysły i wróciłam na tor przykładnej żony - matki polki.

I jest mi z tym zajebiście dobrze, bo jestem pewna, że tak właśnie ma być! Jeśli facet pracuje od rana do nocy i utrzymuje całą rodzinę, to ma mieć wyprane, wyprasowane, posprzątane, a obiad podany pod sam nos! Jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, gdy obydwoje małżonkowie pracują po równo, wtedy, ok, po równo dzielą się obowiązkami w domu. Zrozumiem też nawet dłużej trwającą sytuację, gdy tego przysłowiowego obiadu nie ma, bo były ważniejsze sprawy do roboty (na przykład ogarnianie niemowlaka albo grypa żołądkowa).

Ale laska twierdząca, że jest za dobra na pranie (sorry) brudnych gaci swojego faceta - to kretynka. Niewdzięczna lala. Czy tego chcemy czy nie - rolą kobiety jest dbanie o domowe ognisko. A to dbanie to nie tylko przygotowanie romantycznej kolacji w czerwonych szpilkach. Nie tylko planowanie wspólnych wyjazdów. Nie tylko zakupy (bo, przyznaj, lubisz nawet do Biedry chodzić na shopping, nie?). To też ta druga strona medalu, czyli pranie, znienawidzone przez większość prasowanie, szorowanie kibla i wyciąganie kudłów z odpływu.

Czy mój pogląd jest odosobniony? Czy zdurniałam na starość, czy jestem za młoda (albo za głupia), żeby walczyć o równouprawnienie w domu?

Szczerze, mam to w dupie. Nie ma o co walczyć. Jestem królową na swoim podwórku. To ja rządzę w gospodarstwie domowym, będąc jednocześnie super wielofunkcyjnym sprzętem AGD w gumowych rękawiczkach i rozczochranych włosach. I tak ma być! Bo, nie, nie jestem mamą - I ain't your mama! Jestem żoną i matką! Taką żoną, na jaką zasługuje mój mąż, ciężko pracujący facet. Taką matką, na jaką zasługuje moja najcudowniejsza córeczka. Nieidealną, ale starającą się. Sprzątającą, piorącą i gotującą. Marudzącą też! Ale szczęśliwą i znajdującą się na swoim miejscu! Bo tak ma właśnie być!

dlaczego miejsce kobiety jest przy garach
dlaczego miejsce kobiety jest przy garach
dlaczego miejsce kobiety jest przy garach
dlaczego miejsce kobiety jest przy garach
dlaczego miejsce kobiety jest przy garach

Czy w ogóle ktoś podziela moje zdanie?

Darmowy hosting zdjęć

16 komentarzy:

  1. Iza D- www.nietylkorozowo.pl15 września 2016 20:28

    Ja akurat matką Polką nie jestem i nie mam zamiaru ogarniać wszystkiego sama. Nie jestem jedyną osobą, która brudzi w domu, więc dlaczego sama mam sprzątać? Ale u nas jest system, ja zajmuję się praniem, prasowaniem, ja zmywam naczynia, mąż chowa, on myje łazienkę przeważnie i często odkurza, czasem gotuje, chociaż zazwyczaj robię to ja, bo lubię. Dziećmi zajmujemy się mniej więcej równo, a już na pewno tak było kiedy ja chodziłam do pracy (i od stycznia znów nas to czeka). Skoro razem tworzymy dom, to i razem o niego dbamy (chociaż na macierzyńskim czasem dużo więcej spada na mnie).

    OdpowiedzUsuń
  2. Tez uwazam ze kobieta powinna dbac o dom najlepiej jak potrafi,jezeli facet ciezko pracuje utrzymujac rodzine to kobieta powinna zadbac o reszte!

    OdpowiedzUsuń
  3. Po części się z tym zgadzam, bo mąż też nie raz jedzie na zakupy z przygotowaną listą czy przygotuję kolację, ale to jednak moją domeną jest gotowanie i sprzątanie. Poza tym ja to naprawdę lubię, nie mam z tym problemu. I chyba jak każda kobieta mam czasami tego dość, ale potem i tak gotuję z przyjemnością i piorę brudne gacie :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Weronika Woźniak16 września 2016 12:18

    Po części się zgadzam. Z drugiej jednak strony praca w domu to tez praca. Dlaczego facet konczy prace powiedzmy o 17 i jedynie co mialby robic to pierdziec w stolek? Dlaczego nie mógłby na przyklad co dwa dni myc naczyn po kolacji? Nie oszukujmy sie, po kolacjo nawet tego duzo nie ma. Dlaczego zawsze to.kobieta ma to robic? Kobiety tez maja prawo skonczyc pracę i wziac w tym czasie kapiel. Nie mowie, ze chlop ma wrocic z pracy i myc podlogi, szorowac szafki i czyscic kibel, ale jesli odkurzy salon to i jemu korona z glowy nie spadnie. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ha ha uwielbiam tę piosenkę :) Na szczęście mam męza, który jest moim partnerem i nie musze mu matkować, z resztą i tak bym tego nie robiła :)

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja nie lubię takiego popadania ze skrajności w skrajność. Nawet jeżeli kobieta nie pracuje, bo razem z mężem ustaliła, że ma przez ileś lat zajmować się domem i dzieckiem, to też ma prawo do odpoczynku, do czasu dla siebie i chwili oddechu od środowiska, w którym spędza ze 22 godziny na dobę. To nie jest robot, który ma całodobowo latać na pełnych obrotach i nadskakiwać facetowi, który po pracy spokojnie mógłby zająć się czymś innym niż przerzucaniem kanałów.

    Ja pracuję w domu, więc jestem na miejscu i Marcin zawsze ma po pracy podany ciepły posiłek, ale jak zje i trochę razem odpoczniemy przed TV, idzie zrobić pranie, podlać kwiatki czy wyprowadzić psa i uznajemy to za naturalną kolej rzeczy. Trudno jest mi sobie wyobrazić, żebym miała robić wszystko, podczas gdy on by sobie po prostu leżał. W końcu ja podczas jego nieobecności poleżeć okazji nie mam ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale oczywiście, masz rację. W emocjach pisałam, to i przedstawiłam tylko jedną stronę medalu ;) Nie mówię, że pan i władca po pracy ma tylko leżeć i pachnieć. Dołożenie cegiełki do pracy w domu zawsze mile widziane, wręcz wymagane. Chodzi mi tylko o postawę niektórych kobiet, które twierdzą, że bez względu na wszystko facet ma robić dokładnie to samo i tyle samo w domu co kobieta - nawet jeśli pracuje 12 godzin na dobę a ona siedzi w domu. A znam takie i współczuję ich facetom! Chociaż one pewnie stwierdziłyby, że są zajebiste i nie ma czego współczuć. Tekst może jest jednostronny i skrajny, moje poglądy nie, chyba powinnam sprecyzować ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale ja nigdzie nie napisałam, że kobieta wszystko powinna ogarniać sama. Facet też powinien pracować w domu, jasne. Ale jeśli kobieta zajmuje się domem (co jest pracą i to dość ciężką!), a facet na niego zarabia, to miło by było, jeśli w domu czekałby na niego obiad, a nie księżniczka twierdząca, że jak jest głodny, to niech sobie ugotuje sam ;) Może wyraziłam się dość ostro, ale chodziło mi o ekstremistki ;) Macie z mężem bardzo fajny system i właśnie taki jest chyba normalny i 'pożądany' :) Choć tak jak piszesz, mamy na macierzyńskim często biorą na siebie więcej z racji tego, że po prostu cały czas są w domu, a jeśli w nim są, to i o niego dbają, zazwyczaj bardziej lub dłużej niż zwykle - i to wg mnie powinno być czymś naturalnym a nie powodem do frustracji i marudzenia

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie nie, pierdzenie w stołek to nie rola mężczyzny w domu. Każdy ma prawo do odpoczynku, i my, i nasi faceci. Nie twierdzę, że facet nie musi robić w domu nic, tylko, że kobieta, skoro zajmuje się domem, naturalnie większość czynności domowych powinna wziąć na siebie i nie powinno to być powodem do narzekań. A pomoc ze strony męża jak najbardziej wskazana!

    OdpowiedzUsuń
  10. naszebabelkowo.blogspot.com16 września 2016 16:33

    Ja jestem za podziałem obowiązków fifty-fifty ;) Wprawdzie sama jestem aktualnie na wychowawczym i to mąż codziennie wychodzi do pracy - ale ogarnianie mieszkania, zajmowanie się dzieckiem i wymyślanie mu atrakcji przez cały dzień to też ciężka robota. Poza tym dorywczo zajmuję się drobnymi tłumaczeniami, sporządzaniem dokumentów, pisaniem artykułów dla portalu internetowego - więc absolutnie nie wyobrażam sobie sytuacji, że mąż przychodzi z pracy, a ja koło niego skaczę i podaję mu wszystko pod nos. Do gotowania też nie mam ani talentu, ani cierpliwości - więc najczęściej jadamy w restauracji albo zamawiamy sobie coś z dowozem do domu.

    OdpowiedzUsuń
  11. U Nas obecnie panuje zasada: ja ogarniam mieszkanie i maluchów do godziny 18, mąż poświęca się na budowie i po powrocie kąpie, usypia dzieci. W tym przypadku obowiązku muszą być podzielone :))

    OdpowiedzUsuń
  12. Oczywiście, musi być też sprawiedliwie ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Wydaje mi się, że to zależy od konkretnych przypadków i od tego, co komu pasuje. Mnie na przykład w stu procentach odpowiada to, że zajmuję się domem i dzieckiem, praniem, sprzątaniem, itd., a mąż zarabia na utrzymanie i za nic bym się z nim nie zamieniła :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Mnie też taki podział obowiązków odpowiada :)

    OdpowiedzUsuń

TOP