A Ty, co pamiętasz ze swojego dzieciństwa?

Swoje dzieciństwo wspominam jako cudowny, beztroski czas. Mam tyle wspomnień z tego czasu, w mojej głowie zostało tyle magicznych chwil, że nie sposób je wszystkie wymienić. Spróbuję jednak przybliżyć Ci to, co zapamiętałam, i bardzo jestem ciekawa, jak wiele z moich czytelniczek wychowało się w tych samych cudownych latach dziewięćdziesiątych i spędzało czas podobnie. Oto wehikuł czasu – dzieciństwo – przybywam!

Będzie radośnie! Będzie zabawowo! W końcu dzieciństwo to czas właśnie na zabawę, radość i beztroskę.

Zacznę od tego, że pamiętam jeszcze czasy, gdy kręcony lód w lodziarni u sąsiadki kosztował tysiąc złotych. I zawsze płaciło się za niego gotówką. Lodziarnia znajdowała się w małej miejscowości w województwie gorzowskim (tak, było takie, pamiętasz?), Dębnie, wtedy jeszcze Lubuskim. Dębno miało stację PKP i pociąg osobowy nie był tam niczym osobliwym. Teraz już ich tam nie widać, a dawna stacja straszy.

Nad rzeczką można było kupić najlepsze na świecie gofry z polewą kakaową. Do dziś próbuję odtworzyć ten smak, kto ma taki swój najukochańszy, jedyny smak z dzieciństwa, na pewno wie, jak bardzo mi na tym zależy. Na próżno – może dzisiejsze produkty po prostu na to nigdy nie pozwolą. Na gofry chodziło się w weekend, z rodzicami, trzeba było odstać swoje w kolejce, niecierpliwie kręcąc się, ale wiedząc, że oto zaraz nadejdzie najlepsza chwila w całym tygodniu 🙂

Jak zwykle skupiłam się na jedzeniu, a przecież dzieciństwo to nie tylko smaki!

Chwile, które zapadły mi w pamięci wtedy były tak bardzo zwyczajne, a teraz wspominam je z największym namaszczeniem i dopiero jako dorosła kobieta zrozumiałam, jaką mają wartość!

dziewczynka fontanna
dziewczynka fontanna

Skarby! Sekrety! Robiliśmy je nałogowo, wykopując dołek w ziemi, układając w niej różne znaleziska przykrywszy je szkiełkiem. Wtedy szkła na osiedlu było pod dostatkiem, teraz nawet okruch jest naprędce zbierany, przecież to takie niebezpieczne! Trochę się podśmiewam pod nosem, bo sama przecież zbieram szkło, gdziekolwiek by się nie rozbiło (to takie niebezpieczne!!!), ale zastanawiam się, jakim cudem ja i moi rówieśnicy przeżyliśmy tak NASZPIKOWANE realnymi, choć czasem drobnymi niebezpieczeństwami dzieciństwo. Odkryte zbiorniki na wodę, niczym niezapezpieczone, dziury w drogach, place zabaw bez atestów, i te ‘dwustronne’ wielkie kilkuosobowe huśtawki, i BRAK MAMY czujnie spoglądającej na nas z ławki. O braku telefonu, bez którego teraz czujemy się autentycznie zagrożeni, nawet nie wspomnę 😉

A jednak, żyjemy, mamy się świetnie i mamy wspaniałe wspomnienia, prawda?

Co jeszcze pamiętam? Pamiętam zabawy w zaklinaczy deszczu, kiedy niczym czarodziejki z księżyca udawałyśmy z koleżankami, że mamy magiczne moce i możemy wszystko. Pamiętam dzikie, naturalne przestrzenie spotykane wszędzie, rozklekotane i lekko spróchniałe ławki w miejscu, gdzie rosła całkiem niestara jeszcze wierzba. Dookoła były ogródki, zaraz przy moich rodzinnych blokach. Gdy trochę podrośliśmy, rozkładaliśmy tam namioty i spaliśmy tam całe wakacje. Dasz wiarę? Gnojki, nie wiem ile wtedy mogłam mieć lat 11-12? Dzieci, same w namiotach, w NOCY! Autentycznie podziwiam naszych rodziców, bo ja chyba umarłabym ze strachu i prędzej zamknęła dziecko w piwnicy, niż pozwoliła z bandą dzieciaków i głową pełną (wariackich) pomysłów spać przez dwa miesiące poza domem! A uwierz mi – te namioty to była przygoda naszego życia! Czasem próbowaliśmy się w nich zagazować ukradzionymi mamom dezodorantami 😉 Moim ulubionym był zielony O2 – pachniał jak…. Kazar. Cóż, od małego miałam pociąg do dobrych marek 😀

Za dnia też niewiele czasu spędzaliśmy w domu, latem chodziliśmy na pobliską plażę (oczywiście, że sami) czy do parku, próbowaliśmy dokopać się do wody w piaskownicy (nie uwierzę, że ktokolwiek tego nie próbował :D), bawiliśmy się w sklep płacąc w nim liśćmi, graliśmy w dwa ognie i rzucankę, urządzaliśmy bitwy na pigwy rosnące wokół bloków (bolało!)… Nie mieliśmy czasu na to, by przesiadywać przed telewizorem.

dziewczynka w sandalach
dziewczynka w sandalach
dziewczynka w sandalach

Z dziewczynami miałyśmy nawet swój klub, nazywał się Girls Power (kochałyśmy Spice Girls, i Backstreet Boys naturalnie!), a tajne spotkania odbywały się w piwnicy jednej z nas (buziaki Natalka :)). Organizowałyśmy występy, wycieczki rowerowe, wyjścia na mini pizzę do pobliskiego dopiero co otworzonego bistro (wynosząc stamtąd papierowe talerze i plastiki) i inne, równie ciekawe przygody.

Robiliśmy pikniki, grając w Eurobusiness pod starym dębem, a gdy pogoda nie dopisywała pikniki odbywały się na klatce schodowej. Z wyżej wspomnianą Natalką byłyśmy nierozłączne, chodziłyśmy do jednej klasy (od początku oczywiście do szkoły chodziłyśmy same), razem robiłyśmy wszystko, raz spałam ja u niej, a raz ona u mnie, a kiedyś nawet oszukałyśmy rodziców, i ja poszłam spać do niej, a ona do mnie, zorientowali się po tym, że ona miała kolczyki, a ja nie 😉 Miałyśmy nawet rozrysowany projekt wspólnego z naszymi przyszłymi mężami domu, jednak jakoś się te plany rozjechały, i Natalka wyjechała do Francji, a ja wybyłam do Szczecina, ale wciąż mamy kontakt i chętnie wspominamy te czasy, gdy tylko nadarza się okazja, mam nadzieję, że moja przyjaciółka z dzieciństwa nie obrazi się za tę historię 🙂

Zimą faktycznie na telewizję było więcej czasu, pamiętam Szalone Liczby z ś.p. Darią Trafankowską i jeden program, którego nazwy za nic nie mogę sobie przypomnieć, na podłodze studia były takie jakby duże klasy, czy kolorowa podświetlająca się plansza, dzieciaki przeskakiwały z pola na pole i w zależności na jakim się zatrzymały – musiały coś zatańczyć, zaśpiewać czy coś tam jeszcze. W każdym razie do tańca było fioletowe pole z baletkami 🙂 To zabawne, jakie szczegóły człowiek wyłapuje z ogółów 🙂 Pamiętam też serial o WOW, Dragon Ball’a, Muminki i Jetsonów, i wiele wiele innych cudownych programów i bajek, mam wrażenie, że dużo bardziej wartościowych niż te, które nasze dzieci oglądają teraz.

Pamiętam też to uczucie. Beztroski, totalnego nicniemusizmu, po prostu najszczerszego i najczystszego dziecięcego szczęścia. Wiem, że to jest ten czas – dla moich dzieci. I zastanawiam się, co one zapamiętają ze swojego dzieciństwa. Chciałabym, żeby i one miały swoje magiczne wspomnienia, mogę im podpowiadać i je prowadzić, ale wykreują je one same. Mam nadzieję, że po latach opowiedzą mi, jak wspaniale było bawić się w dom w ich drewnianym domku, wracać do domu po szkole i jeść najlepsze placki, które zawsze robiła ich mama, wyprawiać się w nieznane tereny wokół naszego miejsca zamieszkania z dziećmi z osiedla, tańczyć, śpiewać i BYĆ DZIECKIEM.

Cieszę się, że tu jesteś i że interesują Cię moje treści! Bądź na bieżąco i:

- polub moją stronę na Facebooku TUTAJ
- dołącz do mojej grupy Zadbane i zaradne mamy :)
- śledź kadry z naszego życia na Instagramie TUTAJ
- inspiruj się ze mną na Pinterest TUTAJ