Ciążowe dziwactwa

Ciąża to naprawdę dziwny stan. Niektórzy nazywają go błogosławionym, inni na niego psioczą (jak ja), nie da się jednak ukryć, że jest to stan bardzo, bardzo odmienny. Oprócz tego, że nosimy w sobie całkiem nowego człowieka, dzieją się z nami dziwaczne rzeczy. Moja druga ciąża pełna była dziwactw. Chcesz się pośmiać? Zapraszam dalej!

Dziwactwa zapachowe

 
To żadna tajemnica, że w ciąży wyostrza nam się węch. Pierwszą rzeczą, która mnie zastanowiła, zanim jeszcze wiedziałam, że jestem w ciąży, było to, jak dziwnie zaczęłam sama sobie pachnieć (a raczej śmierdzieć ;)), szczególnie podczas treningów. 
 
To był dopiero początek. Im dalej w las, tym więcej zapachowych dziwactw pojawiało się na mojej drodze.
 
Największą miłością obdarzyłam zapach lakierów do paznokci. Gdyby nie ich szkodliwość, chętnie stale chodziłabym z otworzonym flakonikiem pod nosem. Nie gardziłam też zapachem zmywacza. 
 
Równie pięknie pachniały mi chemikalia, szczególnie płyny do szyb. Podłogę w przedpokoju jechałam na kolanach codziennie. Mogę nawet podać nazwy najbardziej zalatujących specyfików, które w czasie ciąży pachniały mi niczym najpiękniejsze perfumy. Nie przeszkadzał mi też zapach chloru ani innych silnych substancji, które normalnie omijam szerokim łukiem.
 
Mąż zawsze dziwił się, dlaczego wychodzę z auta, gdy on tankował samochód (przecież nie po to, żeby zapłacić!). My love, benzyna! Na stacji benzynowej mogłabym zamieszkać, tak mi tam pachniało!
 
Piwnica i kurz? Rewelacja, idę w ciemno! Im starsza i bardziej zasyfiała, tym lepiej. Dołóż jeszcze do tego zapach przetrzymywanych tam przez całą zimę ziemniaków, a ja byłam w raju! Mogłabym tam wąchać ściany i posadzki, tylko pająków się boję. Odpuszczałam więc, choć niechętnie 😉
 

Dziwactwa smakowe

 
Każda ciężarna ma jakieś swoje smaki. Jedne lubią słodkie, drugie ostre, jeszcze inne kwaśne. Ogólnie w czasie ciąży mogłabym żywić się arbuzem i czereśniami. Szczególnie upodobałam sobie jednak… lód.
 
Kostki lodu chrupałam jak orzeszki w panierce i nie wiem, jakim cudem wytrzymało to moje gardło. Z czasem wycwaniłam się i mroziłam sobie w pojemniczkach na lód soki albo jogurty. Uwielbiałam tę konsystencję i uczucie małych igiełek lodu pod zębami. Szaleństwo!
 
A tego nie spodziewałby się chyba nikt. Kochałam jeść (pić?) glutka z siemienia lnianego. To była moja chyba najczęstsza zachcianka w czasie ciąży. Obślizgłe ziarenka zaparzonego siemienia lnianego miały dla mnie cudowny smak! Choć, chapniemy sobie siemię lniane! Prawda, że brzmi… dziwacznie? 😉
 

Inne ciążowe dziwactwa

 
Przez cały okres ciąży cierpiałam na okropną bezsenność. Potrafiłam nie spać całą noc, a zazwyczaj sypiałam po 3, 4 godziny. I choćbym nie wiem jak była zmęczona, nie potrafiłam spać! Koszmar, mówię Ci!

 

I jeszcze jedno – mycie zębów. Lubiłam je bardzo. Za sprawą… mikrogranulek w paście, które najpierw rozgryzałam sobie między zębami, a dopiero później normalnie je myłam. Wpadłabyś kiedyś na coś takiego? 

 
Pisząc ten tekst jestem niecały tydzień po porodzie… i kurczę… nie pamiętam już nic więcej. Ta ciąża wiązała się dla mnie z wieloma niedogodnościami, ale serio, już to wszystko zapomniałam. Cieszę się, że umiem schylać się na boki, moje stopy nie przypominają gabarytem stóp Fiony ze Shreka (albo i Shreka we własnej osobie), a w gardle nie płonie mi smoczy ogień. Ale… to wszystko nie ma już znaczenia. W końcu czymże jest 9 miesięcy w porównaniu do całego naszego życia? Albo, a może przede wszystkim do tego ogromu szczęścia, jakiego doznajemy, gdy rodzi się nasze dziecko? Jako mama – rozumiesz, o czym mówię. Jestem tego pewna.

Cieszę się, że tu jesteś i że interesują Cię moje treści! Bądź na bieżąco i:

- polub moją stronę na Facebooku TUTAJ
- dołącz do mojej grupy Zadbane i zaradne mamy :)
- śledź kadry z naszego życia na Instagramie TUTAJ
- inspiruj się ze mną na Pinterest TUTAJ