Magda M. blog: Tak szczerze - akceptujesz swoje ciało po porodzie?

19 października 2017

Tak szczerze - akceptujesz swoje ciało po porodzie?

Tak szczerze - akceptujesz swoje ciało po porodzie?

Jestem trzy miesiące po porodzie. Urodziłam dwie córki. Jak miliony innych kobiet na całym świecie. Cieszę się ich obecnością i każdego dnia zatracam się w obowiązkach domowych niczym w najlepszej lekturze. Wszystko super, fajnie, szkoda tylko, że stare ciuchy nie pasują, na nowe wcale nie patrzę tęsknym wzrokiem, bo kto chciałby nagle kupować ubrania o jeden czy dwa rozmiary większe niż dotychczas? Czy akceptuję swoje ciało po porodzie, po dwóch porodach? A czy ja wiem? Na pewno nie chciałabym, żeby wyglądało tak jak teraz. Niejeden powie - nie przejmuj się pierdołami, czy to naprawdę takie ważne? No kurczę - JASNE, ŻE TAK!


Wiem, że nie każda mama tak myśli. Wiem, że ludzie mają poważniejsze problemy, sama też mam poważniejsze ;) Ale akceptacja własnego ciała, szczególnie po tak kolosalnej zmianie, jaką funduje kobiecie ciąża, poród i karmienie piersią, to rzecz bardzo ważna! Jestem pewna, że dla wielu mam, które to czytają - również.

Tak szczerze - akceptujesz swoje ciało po porodzie? Ja średnio. Po pierwszej ciąży niewiele miałam do zrzucania, a dodatkowa motywacja w postaci ślubu sprawiła, że szybko straciłam zbędne kilogramy, z nawiązką. Wymieniłam garderobę na nową (jak to niesamowicie cieszy!) i naprawdę cieszyłam się swoim odbiciem w lustrze, mimo, że do modelek z reklamy wciąż było mi baaaardzo daleko. A teraz, po drugiej ciąży, mogę z całą pewnością powiedzieć, że jest cholernie ciężko. Kilogramów przybyło więcej. Lat też, co nie sprzyja szybkiej utracie wagi. Ja na złość prawie wszystkie koleżanki, które też mają dzieci już po samym porodzie wracały do wyglądu sprzed ciąży. A ja, mimo starań, wciąż nie mogę sięgnąć po stare jeansy... Nie takie stare zresztą!

Media. Mówią, jak ważna jest akceptacja swojego ciała. Piszą, że wyglądać dobrze można we wszystkich rozmiarach, co zresztą jest najprawdziwszą prawdą. A obok serwują przepisy na dietę cud i zdjęcia modelek, które ważą 50 kg przy 180 cm wzrostu. Gdzie tu logika? Gdzie wiarygodność? Ni ma!

Mnie jest z tym ciężko. Walczę, bo zawsze wygląd był dla mnie ważny, nie będę oszukiwać, że jest inaczej. Nie potrafię usprawiedliwić się faktem, że urodziłam dwójkę dzieci i moje ciało ma prawo wyglądać, jak wygląda. Uważam, że ciężką pracą i determinacją naprawdę można osiągnąć wiele, co już zresztą raz udowodniłam. Wiem, że uda się i tym razem, początki są trudne, ale zrobiłam pierwszy krok i drugi nawet. Jestem na zbilansowanej diecie i chodzę na siłownię pod okiem trenera. Niestety teraz jest dużo trudniej, co pewnie potwierdzi niejedna mama 30+.

Mam czas tylko na obowiązki, ale wśród nich jest też kilka tych przyjemnych, które dają mi kopa do działania, jednym z nich są treningi właśnie - dla mnie to obowiązkowy punkt w kalendarzu.

Nie chcę być mamą, która jest nieszczęśliwa i oszukuje sama siebie. Wmawia sobie, że akceptuje siebie po porodzie. Że kocha każdy centymetr swojego ciała, bo to ono wydało na świat jej największe szczęście, i że nie ma zamiaru płakać, że ma parę(naście) kilo więcej. A potem płacze. Bo ma parę(naście) kilo i centymetrów więcej. I łzy zagryza eklerkami.

Co prawda u mnie nie ma jakiegoś dramatu, dramat byłby wtedy, gdybym kupiła hulahop i by pasowało. Nie czuję się jednak dobrze w swoim ciele. Lubię dopasowane ubrania, a moje dotychczasowe dopasowane ubrania pękają w szwach. Ciuchy oversize nie są już oversize... Nie uwierzę, że ktokolwiek cieszyłby się z takiego obrotu sprawy...

Mnie do akceptacji własnego ciała po porodzie jest dość daleko. Staram się jednak tłumaczyć sobie, że to stan przejściowy i jeśli naprawdę będę chciała i podejmę zdecydowane działania, wrócę do formy, a nawet wypracuję nową, lepszą, najlepszą jaką tylko mogę! A w międzyczasie zrobię coś dla siebie. Pójdę na spacer (taki jak ten, na zdjęciach, nawet nie wiesz, jak mi pomogła taka chwila wyrwania się z domu!), wyjdę na zakupy sama, choćby do Lidla, a może nawet znajdę czas na kino? Poćwiczę, bo lubię, a nie, bo muszę (chociaż muszę też). Będę myśleć pozytywnie, cieszyć się z drobnych sukcesów w drodze do celu. Tego życzę i Tobie! Pozytywnego myślenia, uporu w dążeniu do celu, którym jest akceptacja swojego ciała. Damy radę! A gdy ten cel osiągniemy... oj, będzie bal!

Tak szczerze - akceptujesz swoje ciało po porodzie?
Tak szczerze - akceptujesz swoje ciało po porodzie?
Tak szczerze - akceptujesz swoje ciało po porodzie?
Tak szczerze - akceptujesz swoje ciało po porodzie?
Tak szczerze - akceptujesz swoje ciało po porodzie?
Tak szczerze - akceptujesz swoje ciało po porodzie?
Tak szczerze - akceptujesz swoje ciało po porodzie?
Tak szczerze - akceptujesz swoje ciało po porodzie?
Tak szczerze - akceptujesz swoje ciało po porodzie?

Jestem ubrana w:

Spodnie, sweter i płaszcz, świetne, choć o rozmiar większe, niż wcześniej ;) - Cellbes
Biżuteria - Apart
Zegarek - Michael Kors

Za zdjęcia dziękuję Rudej z ZaPSIEni FOTO :)

30 komentarzy:

  1. Ja swoje ciało po porodzie jak najbardziej akceptuję. Ty również wyglądasz bardzo dobrze, moim zdaniem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pozytywne myślenie... tak ważne w dążeniu do naszych marzeń i wyzwań. Najważniejsze, aby każdy czuł się dobrze w swojej skórze... Dla mnie wyglądasz bardzo kobieco i promiennie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne jesienne zdjęcia.
    Co do akceptacji akurat nie mam z tym problemu, ale też może miałam trochę łatwiej. Jak urodziłam miałam 22lata, a w ciąży przybyło mi ledwo ponad 10kg. Po porodzie zostało mi do zrzucenia 3-5 coś w tych granicach a obecnie, 7msc po porodzie, waze mniej niz przed ciąża. Bez ćwiczeń diet, nie mam pojęcia jak to się stało. Nie chce nikogo dolowac . Jestem młoda ai mam jedno dziecko to może i łatwiej. A ty jesteś piękna kobieta, i tak jak mówisz determinacja i dążeniem do celu można osiągnąć wszystko więc życzę Ci powodzenia, na pewno się uda

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękny post. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  5. Powiem Ci tak, po pierwszym porodzie do wagi sprzed ciąży wróciłam w miesiąc. Choć bardzo bardzo chciałam by mi kilka kg zostało, ale nie, miesiąc po porodzie ważyłam 43kg! Po drugim porodzie tydzień po porodzie ważyłam trzy kilogramy mniej niż przed ciążą (tak całe 40kg!). Córeczka urodziła się przedwcześnie, obie walczyłyśmy o życie, a potem o zdrowie malutkiej. Długo wracałam do swojej wagi. Dziś (dzieci mają 7 i 5 lat) mam swoje upragnione 48-50kg i czuję się rewelacyjnie. Nie znaczy to jednak, że zaakceptowałam swoje ciało po ciąży. Nie mam jakiś wielkich rozstępów, są prawie niewidoczne, ale mam bliznę. Bliznę po cc, okropną w moim mniemaniu. Do tego przypominającą mi o najpiękniejszym i zarazem najgorszym dniu mojego życia. Wiem, że nie zaakceptuje jej nigdy... Jeśli chcesz o tym poczytać, zapraszam do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Powrót do formy sprzed ciąży wraca jak bumerang w rozmowach wśród moich koleżanek. Ja szczerzę mogę powiedzieć, że akceptuję moje ciało. A to dlatego że po porodzie ważyłam 7 kg mniej niż w momencie kiedy zaszłam w ciążę. Miałam nadwagę, a mój lekarz prowadzący ostro mnie i moich kilogramów pilnował. Efekt taki że w ciąży przytyłam tylko 7 kg. Teraz walczę dalej, żeby jeszcze ubyło mi kilka kilogramów.
    Najgorsze co może zrobić kobieta po porodzie, to zacząć się porównywać do koleżanek do kobiet z okładek magazynów.
    Magda - każda kobieta jest piękna, to piękno leży w nas, tylko musimy je odkryć.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak dla mnie jesteś piękna kobieta i nawet na zdjęciach nie widać tych dodatkowych kilogramów. :) akceptacja własnego wyglądu jest bardzo ważna. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Puki co nie mam dzieci, ale miło mi się czytało twój tekst. Wiem, że mało wiem, bo nie byłam w ciąży ale nie ma czym się martwić zdrowa dieta, sport i będziesz mogła wrócić do dawnej formy :).

    OdpowiedzUsuń
  9. Magdalietė Woycicka19 października 2017 15:00

    Ja nie po ciąży, ale też mam ten problem. Tzn wymagam od siebie i swojego ciała bardzo dużo i jak coś idzie nie po mojej myśli to niestety bardzo mnie to demotywuje.

    Ale póki mamy siłę i chęci to działamy! Dodatkowe kg w końcu znikną. Grunt to się nie poddawać i żyć zdrowo :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jesteś potrzebna swoim dzieciom szczęśliwa i radosna - pełna sił, które będziesz mogła im dać. Świetnie, że potrafisz rozpoznać w sobie to, co chciałbyś poprawić (nie jest to oczywista umiejętność). Dobrze też, że o tym piszesz. :) Trzymam mocno kciuki <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Spokojnie, to naprawdę stan przejściowy. Choć moim zdaniem wyglądasz pięknie i promiennie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie, nie akceptuje i nie uważam, by było atrakcyjne, bo urodziłam dziecko. Ciąża wywiera ogromny wpływ na nasz organizm i ciało chyba nigdy w 100% nie wraca do dawnej formy.

    OdpowiedzUsuń
  13. Madziu. Jak ja nie lubię tych psycho-rozkmin. Że trzeba uwierzyc w siebie, że trzeba się zaakceptowac jakim sie jest. Dla mnie to jakby powiedzieć - inaczej już nie będzie, pogódź się z tym. To nieprawda, bardzo, bardzo wiele zależy od nas samych i wiele zmienić możemy. Twój stan potraktuj jako przejściową trudność do pokonania. To nie jest ani ostatecze, ani na zawsze. Sama borykam się z tym problemem od jakiegoś czasu i jest różnie. Ale poddać się nie zamierzam, choć jestem od Ciebie starsza, więc i szanse podobno mi maleją :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie miałabym problemu z moim wyglądem gdyby nie to że mam mega zwis skóry przez kyóry wyglądam jakbym od 4 lat w tej ciąży była 😑

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja w ciąży jeszcze nie byłam - a mimo to mam czasami problem z akceptacją swojego ciała. Zamiast zalet, zdarza się, że wyszukuję wady

    OdpowiedzUsuń
  16. Karolina Ostrowska19 października 2017 17:03

    Każda wraca do swojej wagi w różnym czasie - nie ma co się nadmiernie przejmować, choć faktycznie olać całkiem też nie, bo w końcu co racja to racja... miło akceptować swoje odbicie w lustrze :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Jestem po trzech porodach... 2 miesiące temu urodziłam trzecią córeczkę. Kilogramów przybyło sporo ale na chwilę obecną, serio... akceptuję to jak wyglądam. Oczywiście myślę już o tym, że chciałabym zrzucić brzuch ale nie jest to obsesyjne. Daję sobie jeszcze czas :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Tak, po 4 dzieci nadal się akceptuję, chociaż nie jestem ideałem.

    OdpowiedzUsuń
  19. Mądre słowa i piękne zdjęcia :-)

    OdpowiedzUsuń
  20. W pierwszej i drugiej ciąży przytulam tyle samo. 17 kg! tylko jakoś inaczej te kilogramy się rozlozyly:) po drugim dziecku kilogramy zgubiłam szybko. Nawet waze mniej niż przed pierwszym dzieckiem. tylko "jakosc" ciała mnie załamuje. Jakby były minusowe Miseczki biustonoszy to zostalabym ich ambasadorka:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Hihi, Martuś :D Ja też teraz przytyłam 17 kg, masakra... Widzisz, każda z nas ma to coś :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Trzymam kciuki i za Ciebie i za siebie :*

    OdpowiedzUsuń
  23. Fajnie że tak szczerze o tym mówisz. W ciąży nie byłam, ale też zmagałam się z akceptacją swojego ciała. Czasami patrzę w lustro i myślę sobie, że tu by mogło być mniej, a tam więcej. Ale ostatecznie ja to ja. Innego ciała nie będę miała, życie jest krótkie, a katować się nie chcę więc olewam to. :) Zobaczymy, jak będzie za kilka lat :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Wiesz co jest najważniejsze?
    Że czujesz się ze sobą dobrze! :)

    OdpowiedzUsuń
  25. ksiegozbior.bloog.pl24 października 2017 15:59

    Piękne zdjęcia.
    Ja również jestem po dwóch porodach. Nie rodziłam siłami natury i tu chyba też tkwi problem. Po ciążkach schudłam szybko nawet z nawiązką, jednak moje mięśnie brzucha bardzo ucierpiały. Jak wspomniałam wcześniej po porodach schudłam bardzo fajnie - po obydwóch - jednak po skończonej laktacji niestety ruszyły hormony i kilogramy jak licznik na desce rozdzielczej wskakiwały jeden po drugim.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  26. naszebabelkowo.blogspot.com30 października 2017 16:32

    W ciąży nie byłam - ale jestem pewna, że nie umiałabym zaakceptować swojego zmienionego ciała. Nawet kiedy przytyję 2 cz 3 kilogramy to już wpadam w panikę i zastanawiam się, jak wrócić do swojej normy - także myślę, że zmiany po ciąży byłyby dla mnie prawdziwą załamką i dramatem, niezależnie do kontekstu dawania nowego życia.

    OdpowiedzUsuń

TOP