11:39. Dokładnie rok temu. 20 listopada 2014 roku. Przyszła na świat moja córeczka. Tylko inna matka jest w stanie zrozumieć, jak bardzo zmieniło się przez ten czas moje życie. Był to niewątpliwie najtrudniejszy, ale też najpiękniejszy i najwspanialszy rok, jaki mogłam sobie wyobrazić!

Wiele problemów za nami. A raczej niedogodności – bo czymże są takie drobne, choć niezwykle istotne w danym momencie sprawy w perspektywie czasu. Miesiąc pierwszy – ropiejące oczka. Miesiące 1-3 – ciągłe ulewanie. Miesiące 4-12 – beznadziejne noce, doprowadzające do obłędu. Ząbkowanie, marudzenie, biegunki… i milion innych rzeczy, które zna każda mama. 
Macierzyństwo nauczyło mnie wielu rzeczy. Przede wszystkim pokory. Ktoś tak malutki i bezbronny pokazał mi, że mimo całego człowieczego egocentryzmu, nie jestem pępkiem świata. Że to ona ma być szczęśliwa, najedzona, wyspana, że to jej potrzeby mają być zaspokojone. Choćbym nie jadła trzy dni i nie spała trzydzieści nocy – to ona jest centrum wszechświata. Jak każde dziecko dla swojej mamy. Nauczyło mnie odpowiedzialności. I zasiało we mnie ogromny strach. Tak bardzo chcę dla niej wszystkiego, co najlepsze, i tak bardzo się o nią boję! Rozumiesz, prawda?
Bycie mamą to największa harówka na świecie. Z najlepszym wynagrodzeniem! I coraz lepszym z czasem! Kiedy tylko widzę wyciągnięte w moją stronę ciepłe rączki, kiedy dostrzegam, jak uśmiecha się, gdy do niej mówię, kiedy wtula się we mnie z ufnością całym swoim ciałkiem i każdym gestem pokazuje, jak bardzo jestem jej potrzebna – wtedy wiem, że każda gorsza minuta jest tego warta! I choć czasem jest ciężko, gdzieś głęboko wiem, że dam radę. Nawet, jeśli na zewnątrz wydaje się, że jest inaczej, jeśli powiem coś głupiego, jeśli stracę cierpliwość. Dam radę i wychowam ją najlepiej jak potrafię, będę, jestem – najlepszą mamą pod słońcem – jej mamą. 
Zawładnęła moim światem. Nie pamiętam już, jak to jest, gdy nie ma dziecka. Pamiętam tę beztroskę, młodzieńcze wybryki, życie tylko dla siebie. Ale nie pamiętam już, jakie to uczucie – żyć w ten sposób. Nie pamiętam. Tego, że z tyłu głowy nie ma zawsze myśli i obrazu swojego największego szczęścia. Nie pamiętam, jak to jest – nie być mamą. Ona jest niewątpliwie miłością mojego życia. Najcudowniejszą, najsilniejszą, jaka istnieje. Moja mała królewna! Gdzie tam królewna! Królowa! Królowa mojego życia! Przecież to ona rządzi! 
🙂
Wszystkiego najlepszego, moja mała! Zrobię wszystko co w mojej mocy, byś miała szczęśliwe i wspaniałe życie!

Cieszę się, że tu jesteś i że interesują Cię moje treści! Bądź na bieżąco i:

- polub moją stronę na Facebooku TUTAJ
- dołącz do mojej grupy Zadbane i zaradne mamy :)
- śledź kadry z naszego życia na Instagramie TUTAJ
- inspiruj się ze mną na Pinterest TUTAJ