Tak szczerze – akceptujesz swoje ciało po porodzie?

Jestem trzy miesiące po porodzie. Urodziłam dwie córki. Jak miliony innych kobiet na całym świecie. Cieszę się ich obecnością i każdego dnia zatracam się w obowiązkach domowych niczym w najlepszej lekturze. Wszystko super, fajnie, szkoda tylko, że stare ciuchy nie pasują, na nowe wcale nie patrzę tęsknym wzrokiem, bo kto chciałby nagle kupować ubrania o jeden czy dwa rozmiary większe niż dotychczas? Czy akceptuję swoje ciało po porodzie, po dwóch porodach? A czy ja wiem? Na pewno nie chciałabym, żeby wyglądało tak jak teraz. Niejeden powie – nie przejmuj się pierdołami, czy to naprawdę takie ważne? No kurczę – JASNE, ŻE TAK!


Wiem, że nie każda mama tak myśli. Wiem, że ludzie mają poważniejsze problemy, sama też mam poważniejsze 😉 Ale akceptacja własnego ciała, szczególnie po tak kolosalnej zmianie, jaką funduje kobiecie ciąża, poród i karmienie piersią, to rzecz bardzo ważna! Jestem pewna, że dla wielu mam, które to czytają – również.

Tak szczerze – akceptujesz swoje ciało po porodzie? Ja średnio. Po pierwszej ciąży niewiele miałam do zrzucania, a dodatkowa motywacja w postaci ślubu sprawiła, że szybko straciłam zbędne kilogramy, z nawiązką. Wymieniłam garderobę na nową (jak to niesamowicie cieszy!) i naprawdę cieszyłam się swoim odbiciem w lustrze, mimo, że do modelek z reklamy wciąż było mi baaaardzo daleko. A teraz, po drugiej ciąży, mogę z całą pewnością powiedzieć, że jest cholernie ciężko. Kilogramów przybyło więcej. Lat też, co nie sprzyja szybkiej utracie wagi. Ja na złość prawie wszystkie koleżanki, które też mają dzieci już po samym porodzie wracały do wyglądu sprzed ciąży. A ja, mimo starań, wciąż nie mogę sięgnąć po stare jeansy… Nie takie stare zresztą!

Media. Mówią, jak ważna jest akceptacja swojego ciała. Piszą, że wyglądać dobrze można we wszystkich rozmiarach, co zresztą jest najprawdziwszą prawdą. A obok serwują przepisy na dietę cud i zdjęcia modelek, które ważą 50 kg przy 180 cm wzrostu. Gdzie tu logika? Gdzie wiarygodność? Ni ma!

Mnie jest z tym ciężko. Walczę, bo zawsze wygląd był dla mnie ważny, nie będę oszukiwać, że jest inaczej. Nie potrafię usprawiedliwić się faktem, że urodziłam dwójkę dzieci i moje ciało ma prawo wyglądać, jak wygląda. Uważam, że ciężką pracą i determinacją naprawdę można osiągnąć wiele, co już zresztą raz udowodniłam. Wiem, że uda się i tym razem, początki są trudne, ale zrobiłam pierwszy krok i drugi nawet. Jestem na zbilansowanej diecie i chodzę na siłownię pod okiem trenera. Niestety teraz jest dużo trudniej, co pewnie potwierdzi niejedna mama 30+.

Mam czas tylko na obowiązki, ale wśród nich jest też kilka tych przyjemnych, które dają mi kopa do działania, jednym z nich są treningi właśnie – dla mnie to obowiązkowy punkt w kalendarzu.

Nie chcę być mamą, która jest nieszczęśliwa i oszukuje sama siebie. Wmawia sobie, że akceptuje siebie po porodzie. Że kocha każdy centymetr swojego ciała, bo to ono wydało na świat jej największe szczęście, i że nie ma zamiaru płakać, że ma parę(naście) kilo więcej. A potem płacze. Bo ma parę(naście) kilo i centymetrów więcej. I łzy zagryza eklerkami.

Co prawda u mnie nie ma jakiegoś dramatu, dramat byłby wtedy, gdybym kupiła hulahop i by pasowało. Nie czuję się jednak dobrze w swoim ciele. Lubię dopasowane ubrania, a moje dotychczasowe dopasowane ubrania pękają w szwach. Ciuchy oversize nie są już oversize… Nie uwierzę, że ktokolwiek cieszyłby się z takiego obrotu sprawy…

Mnie do akceptacji własnego ciała po porodzie jest dość daleko. Staram się jednak tłumaczyć sobie, że to stan przejściowy i jeśli naprawdę będę chciała i podejmę zdecydowane działania, wrócę do formy, a nawet wypracuję nową, lepszą, najlepszą jaką tylko mogę! A w międzyczasie zrobię coś dla siebie. Pójdę na spacer (taki jak ten, na zdjęciach, nawet nie wiesz, jak mi pomogła taka chwila wyrwania się z domu!), wyjdę na zakupy sama, choćby do Lidla, a może nawet znajdę czas na kino? Poćwiczę, bo lubię, a nie, bo muszę (chociaż muszę też). Będę myśleć pozytywnie, cieszyć się z drobnych sukcesów w drodze do celu. Tego życzę i Tobie! Pozytywnego myślenia, uporu w dążeniu do celu, którym jest akceptacja swojego ciała. Damy radę! A gdy ten cel osiągniemy… oj, będzie bal!

Tak szczerze - akceptujesz swoje ciało po porodzie?
Tak szczerze - akceptujesz swoje ciało po porodzie?
Tak szczerze - akceptujesz swoje ciało po porodzie?
Tak szczerze - akceptujesz swoje ciało po porodzie?
Tak szczerze - akceptujesz swoje ciało po porodzie?
Tak szczerze - akceptujesz swoje ciało po porodzie?
Tak szczerze - akceptujesz swoje ciało po porodzie?
Tak szczerze - akceptujesz swoje ciało po porodzie?
Tak szczerze - akceptujesz swoje ciało po porodzie?
 

Jestem ubrana w:

Spodnie, sweter i płaszcz, świetne, choć o rozmiar większe, niż wcześniej 😉 – Cellbes
Biżuteria – Apart
Zegarek – Michael Kors

Za zdjęcia dziękuję Rudej z ZaPSIEni FOTO 🙂

Cieszę się, że tu jesteś i że interesują Cię moje treści! Bądź na bieżąco i:

- polub moją stronę na Facebooku TUTAJ
- dołącz do mojej grupy Zadbane i zaradne mamy :)
- śledź kadry z naszego życia na Instagramie TUTAJ
- inspiruj się ze mną na Pinterest TUTAJ